BOŻE NARODZENIE 2019.

Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław ojczyznę miłą,
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą,
Dom nasz i majętność całą
I Twoje wioski z miastami

A słowo ciałem się stało i mieszkało między nami . /Franciszek Karpiński/.

Błogosławieństwa Bożego , zdrowia, szczęścia , pomyślności życzy wszystkim autorka wpisów – Kazimiera Pajestka (Jopek).

CMENTARZ KOMUNALNY W CIŚCU.

OJCZYZNA – TO ZIEMIA I GROBY /KARDYNAŁ STEFAN WYSZYŃSKI/

Dlaczego podjęłam temat: cmentarze? Cmentarze to nasze korzenie. Na cmentarzach leżą prochy ludzi, którzy tworzyli naszą historię, którzy swoim życiem, swoją pracą przyczyniali się do rzeczywistości w jakiej żyją następne po nich pokolenia oraz tacy, którzy swoje życie oddali za naszą polską ziemię, za jej wolność. Na naszym cmentarzu też tacy leżą. Na przykład mąż byłej polonistki i bibliotekarki w Ciścu – pani Jarosławy Szlósarczyk, pan Józef Szlósarczyk (1908 – 1988), który jako oficer bohatersko walczył w II wojnie światowej.

Cmentarz Komunalny w Ciścu powstał w 1982 r. Dwa lata wcześniej budowę zainicjował ks. proboszcz Władysław Nowobilski z Józefem Michalskim nauczycielem historii w miejscowej szkole. Do Komisji Budowy należeli także między innymi: Kazimierz Piela, Mieczysław Pajestka, Józef Kąkol, Stanisław Dziedzic, Kazimierz Maślanka, Mieczysław Białoń.

Wcześniej zmarłych z Ciśca trzeba było wozić na cmentarz do Milówki. Nie ma jeszcze na cmentarzu wiekowych, zabytkowych grobów jak to bywa na innych starych cmentarzach, bo ma dopiero 40 lat a jest tu już dużo zadbanych grobów a także grobowce. U wejścia stoi Kaplica, gdzie 2 razy w roku odprawiane są Msze św: we Wszystkich Świętych i w dzień patronki.

Przed i za torami znajdują się parkingi.

O cmentarz, drogę dojazdową, wywóz śmieci i utrzymanie cmentarza dba Gospodarka Komunalna w Węgierskiej Górce z siedzibą w Cięcinie.

https://2009sara46.home.blog/2014/11/02/stary-cmentarz-rzymskokatolicki-w-milowce/

ODNALEZIENI

„W Polsce po roku 1944 pomordowanych zostało tysiące ludzi, ale o dwóch wydarzeniach możemy mówić jako o zbrodniach masowych. Pierwszym, dobrze znanym, jest tzw. obława augustowska, w której zginęło ok. 700 osób. Drugim, mniej znanym, jest to, co wydarzyło się na ziemi opolskiej: wymordowanie około 100 żołnierzy „Bartka” i utajenie miejsc, gdzie pogrzebano ich szczątki.” – mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Dzisiaj w Pałacu Prezydenckim zostały wręczone akty identyfikacyjne ofiarom zbrodni komunistycznych z terenu gminy Węgierska Górka . IPN zidentyfikował m. in. : Stanisława Łajczaka, Jana Ficka, Franciszka Pajestkę, Franciszka Talika, Karola Talika. Akty identyfikacyjne odebrały rodziny ofiar.

Franciszek Pajestka ps. „Orzech” – żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych
Urodził się 31 marca 1921 r w Ciścu w pow. żywieckim. Był synem Leona i Barbary z d. Kubica. Żołnierz, wchodzącego w skład Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII. Okręgu Wojskowego NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”, Samodzielnego Oddziału Leśnego im. „Szarego” dowodzonego przez por. Antoniego Bieguna „Sztubaka”. We wrześniu 1946 r. został zamordowany w Starym Grodkowie przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa w wyniku operacji o kryptonimie „Lawina”. Szczątki Franciszka Pajestki zostały odnalezione w wyniku prac poszukiwawczych prowadzonych przez IPN wiosną 2016 r. w Starym Grodkowie.

Stanisław Łajczak ps. „Wtorek” – żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych
Urodził się w 1925 r. w Ciścu w pow. żywieckim. Był synem Feliksa i Anieli. Żołnierz Samodzielnego Oddziału Leśnego im. „Szarego” por. Antoniego Bieguna „Sztubaka”, wchodzącego w skład Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII. Okręgu Wojskowego NSZ dowodzonego przez kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Został zamordowany we wrześniu 1946 r. w Starym Grodkowie przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa w wyniku operacji o kryptonimie „Lawina”. Szczątki Stanisława Łajczaka zostały odnalezione w wyniku prac poszukiwawczych prowadzonych przez IPN wiosną 2016 r. w Starym Grodkowie.

Franciszek Talik ps. „Tygrys”, „Miś” – żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych
Urodził się 5 lipca 1923 r. Ciścu w pow. żywieckim. Był synem Józefa i Cecylii z d. Krup. Żołnierz Samodzielnego Oddziału Leśnego im. „Szarego” dowodzonego przez Antoniego Bieguna „Sztubaka”, wchodzącego w skład Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII. Okręgu Wojskowego NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”. We wrześniu 1946 r. został zamordowany w Starym Grodkowie przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa w wyniku operacji o kryptonimie „Lawina”. Szczątki Franciszka Talika zostały odnalezione w wyniku prac poszukiwawczych prowadzonych przez IPN wiosną 2016 r. w Starym Grodkowie.

Karol Talik ps. „Ryś” – żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych
Urodził się 11 marca 1923 r. w Ciścu w pow. żywieckim. Był synem Jana i Wiktorii. Żołnierz Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII. Okręgu Wojskowego NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Początkowo pełnił służbę w Samodzielnym Oddziale Leśnym im. „Szarego” dowodzonym przez Antoniego Bieguna „Sztubaka”, następnie przesunięty do Plutonu Ochrony Sztabu na Baraniej Górze. Został zamordowany we wrześniu 1946 r. pod Malerzowicami Wielkimi w majątku Scharfenberg przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa w wyniku operacji o kryptonimie „Lawina”. Szczątki Karola Talika zostały odnalezione w wyniku prac poszukiwawczych prowadzonych przez IPN w październiku 2012 r. w pobliżu Malerzowic Wielkich.

Jan Ficek ps. „Jamnik” – żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych
Urodził się 9 maja 1923 r. w Ciścu w pow. żywieckim. Był synem Franciszka i Franciszki z d. Kubica. Żołnierz Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII. Okręgu Wojskowego NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Pełnił służbę w Samodzielnym Oddziale Leśnym im. „Szarego” dowodzonym przez por. Antoniego Bieguna „Sztubaka”. Został zamordowany we wrześniu 1946 r. w Starym Grodkowie przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa w wyniku operacji o kryptonimie „Lawina”. Szczątki Jana Ficka zostały odnalezione w wyniku prac poszukiwawczych prowadzonych przez IPN wiosną 2016 r. w Starym Grodkowie.

1GRUDNIA – ROCZNICA ŚMIERCI „BARTKA” WEDŁUG T.GRENIUCHA.

HISTORYK DR TOMASZ GRENIUCH , PRACOWNIK IPN OPOLE TAK W SWOJEJ KSIĄŻCE OPISUJE ŚMIERĆ KPT. HENRYKA FLAME „BARTKA”:

CYTUJĘ: 1 grudnia 1947 roku, w Zabrzegu został zamordowany kpt. Henryk Flame „Bartek”, legendarny dowódca zgrupowania partyzanckiego NSZ na Śląsku.

. Dnia 1 grudnia 1947 roku o godzinie 14 Henryk Flame przyszedł do warsztatu znajomego Wiktora Cimali z prośbą, żeby zrobił drzwi żelazne do kościoła Św. Katarzyny. Praca nad drzwiami, w której pomagał Flame, trwała do godziny 18. Po skończonej pracy, Cimola zaproponował „Bartkowi”, że odprowadzi go do domu. Po drodze wstąpili do restauracji prowadzonej przez Kozika na piwo. Tam spotkali Wiktora Ryszkę do którego się dosiedli. Później doszło kilku innych znajomych między innymi Rudolf Stafi z żoną i Stefan Kapela. W tym mniej więcej towarzystwie na propozycję Stefana Kapeli cała grupa udała się samochodem do restauracji Czyloka w Zabrzegu.


Pod restaurację prowadzoną przez Józefa Czyloka w Zabrzegu samochód z gośćmi, wśród których był Flame, podjechał między godziną 19 a 20. Z samochodu oprócz wyżej wymienionych gości, wyszło również dwóch funkcjonariuszy MO oraz kilku członków orkiestry, którą wzięto z restauracji Kozika. Całe towarzystwo bez przeszkód weszło do restauracji i zajęło stoliki. W tym czasie około godz. 20 funkcjonariusz MO o nazwisku Drapacz poznawszy wchodzącego do restauracji Henryka Flame poszedł na miejscowy posterunek, gdzie poinformował komendanta placówki Kazimierza Dolacińskiego, że widział jak „Bartek” w towarzystwie znajomych wszedł do restauracji u Czyloka, mówiąc przy tym, że może dojść do „gradny” gdyż kilka dni wcześniej, 29 listopada 1946 roku, Flame strzelał w tej restauracji na wiwat i nieprzychylnie wypowiadał się o „władzy ludowej”.

Obaj milicjanci poszli zatem do restauracji, tam zastali już funkcjonariusza MO Całujka a chwilę później przyszli milicjanci, Rudolf Dadak i Multak. Byli tam również czechowiccy milicjanci Stanisław Kopeć i Jan Zygowski, którzy przyjechali w towarzystwie Flamego. W związku z tym, że miejscowy posterunek został bez obstawy, komendant Dolaciński odmeldował Dadaka i Drapacza na placówkę MO. Jednak Dadak został, a zamiast niego na posterunek poszedł Multak.


Około godziny 21.20 do baru, przy którym stali milicjanci, podszedł Flame i zaprosił komendanta Dolacińskiego do stolika, ale ten odmówił mówiąc przy tym, że jest na służbie a zresztą nie pije z nieznajomymi na co Flame przedstawił się podając jednocześnie swój NSZ-owski pseudonim, tak że wszyscy w pobliżu to usłyszeli. W tym czasie w restauracji znajdowało się pięciu milicjantów pilnujących porządku przed ewentualną awanturą, zwłaszcza, że towarzystwo Flamego było już mocno rozbawione. O godzinie 22 Czylok zabrał się do zamykania baru, widząc to Flame podszedł do Dolacińskiego i poprosił o dłuższe pozostanie obecnych na sali, ponieważ ma obawy, że na zewnątrz może dojść do awantury. Dzięki interwencji komendanta posterunku Czylok zrezygnował z zamknięcia restauracji.

Gdy kolejny raz Flame podszedł do baru zaczepił go Rudolf Dadak pytając czy pamięta go z roku 1944 na co zapytany odpowiedział, że jeżeli był w partyzantce to walczyli razem przeciwko okupantowi i na tym rozmowa się skończyła. Według późniejszej relacji samego Dadaka rozmowa przebiegła nieco inaczej, a mianowicie, że „podchmielony” Flame podszedł do niego i mu ubliżył używając przy tym wulgarnych słów. Bezpośrednio po tym incydencie Flame poszedł do osobnego pomieszczenie gdzie przysiadł się do Marii Stafi i do żony Ryszka. Był podłamany, skarżył się, że jego na świecie już nic nie cieszy, żyje tylko dla dzieci i dla matki.

Dochodziła godzina 23 dnia 1 grudnia 1947 roku gdy usłyszano serię strzałów i towarzyszący jej krzyk kobiet. Chwilę później Henryk Flame leżał bez ruchu w kałuży krwi obok krzesła na którym siedział. Strzał oddał funkcjonariusz MO Rudolf Dadak, który stał w drzwiach z karabinem w ręku z lufą skierowaną do pokoju, w którym siedział Flame. Od razu dopadł go funkcjonariusz Całujek, który odebrał Dadakowi broń. Na zapytanie dlaczego to zrobił odparł, że „nie może znosić by tacy wrogowie Demokracji, którzy przed niedawnym czasem strzelali do milicjantów chodzili teraz bezkarnie.”

. Zbrodnia ta nie została nigdy ukarana, a jej sprawca jako „psychicznie chory” po roku wrócił do pracy w MO. Również nie zostali osądzeni i ukarani inspiratorzy zamachu (m.in. Henryk Wendrowski). Pomimo prowadzonego śledztwa, nie zostali oni ujawnieni ani postawieni przed sądem.


Zródło Tomasz Greniuch

PRZYJACIELE NA ŚMIERĆ I ŻYCIE.

Jan Filary i Władysław Szczotka

Przy grobie Jana Filarego „Undraszka” w Cieszynie.—–

Miejsce ostatniego spoczynku Władysław Szczotki na cmentarzu w Kamesznicy.

…”Na południowym zboczu Baraniej Góry, niedaleko turystycznego szlaku prowadzącego na ten szczyt przez Czumówki, wśród drzew stoi drewniany dom. To milczący świadek walki, w której zginęli ostatni ukrywający się partyzanci „Bartka”: Jan Filary, ps.”Undraszek – Ostry” oraz Władysław Szczotka, ps.”Orlik”.Był piątek 24 listopada 1950 r. Jak wynika z dokumentów IPN, partyzanci nie wiedzieli że są zdradzeni przez ich dowódę Gustawa Matuszny.,,Orzeł Biały, który okazał się agentem UB ps. „Celnik”.

Dla mnie to nie do pojęcia jest że razem służyli pod komendą ,,Bartka”. Razem na Baraniej Górze byli zaszczuci przez UB, głodowali, marzli, i walczyli o wolną Polskę. Walczyli ramię w ramię…A dowódca sprzedaje swoich chłopców. To najgorsza zbrodnia,,,Celnik” okazał się gorszy od ubeków, bo zdradził swoich. Zdradził to co wierzyli, i o co walczyli razem. Ostatni polegli w walce partyzanci ,,Bartka” zostali zdradzeni przez jednego ze swoich.

Ostatni partyzanci, którzy nie złożyli broni, to: Władysław Szczotka „Orlik”, Jan Filary „Undraszek” oraz Paweł Gorzałka „Groźny”, ukrywający się osobno, aresztowany i skazany na 6 lat więzienia. Wcześniej wszyscy walczyli pod wodzą „Bartka”, w oddziale Antoniego Bieguna „Sztubaka” i w drużynie Gustawa Matusznego „Orła Białego”. Ukrywali się u gospodarzy w Istebnej, Koniakowie i Kamesznicy.

Z radiowych informacji czerpali przekonanie, że wiosną 1951 r. rozpocznie się kolejna wojna z Sowietami i chcieli w niej walczyć o Polskę. Chcieli przeczekać do wiosny w bunkrze na Baraniej Górze. Próbowali przekazać do Czechosłowacji listy do rodzin, które miały przekonać ubeków, że są za granicą.

Po umówiony prowiant na zimę przyszli 24 listopada do gospodarstwa Jana Wojtasa z Kamesznicy, do drewnianego domu na Czumówkach – zaufanego miejsca, gdzie ukrywali się rozmaici uciekinierzy podczas II wojny światowej. Nie wiedzieli, że od trzech dni trwa tam zasadzka UB, a cały teren jest otoczony przez ponad 200 funkcjonariuszy UB i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Pani Anna, wnuczka gospodarza, ojca Antoniego straciła w Katyniu. Była nastolatką, kiedy kończyła się wojna. Pomagała konspiratorom, przenosząc ukryte w bańce z mlekiem informacje. ,,Partyzanci zaglądali do nas wiele razy. Bardzo dobrze pamiętam „Bartka”, jak z innymi przyjeżdżał konno. Rozkładali wtedy taki mały obóz na podwórku. Dziadek poił konie i to z „Bartkiem” najwięcej rozmawiał.

Później Jan Filary i Władysław Szczotka też ukrywali się u nas. Na strychu była taka kryjówka w sianie, której nikt nie znalazł. Tam spali. A wtedy, w listopadzie, ubecy przyszli i siedzieli u nas trzy dni. Nas zamknęli w jednym pokoju i zatrzymywali każdego, kto pojawił się obok domu. Wieczorem przyszło dwóch partyzantów, na których czekało aż 200 ubeków! To było straszne ”– wzdryga się na to wspomnienie pani Anna.

Podchodzili ostrożnie, z odbezpieczoną bronią, ale byli bez szans. Kiedy Filary stanął w drzwiach, od razu padły strzały i mężczyzna zginął, Szczotka został ciężko ranny i również zmarł. Jeden z zatrzymanych, Józef Łuka, później ksiądz archidiecezji krakowskiej, został zmuszony, by furmanką przewieźć ciała do Cieszyna. W drodze eskortujący ich ubecy przywiązali ciała i wlekli za wozem. W Koniakowie spotkałem świadków, którzy widzieli ten wóz i ubeków krzyczących: „Tak kończą bandyci”. Pradziadek, który pojechał zidentyfikować ciało, osiwiał tego dnia. W Cieszynie po sekcji zwłok ciała zmarłych wrzucono do dołu na cmentarzu, bez trumien i pogrzebu – wspomina Marek Snaczke.

Orlik” i „Groźny” mieli za sobą służbę wojskową, udział w wojnie obronnej, partyzantkę podczas okupacji hitlerowskiej. Walczyli od 1939 r. Próbowali tę walkę zakończyć, ale pojawił się nowy okupant i trzeba było nadal konspirować. „Orlik”, podobnie jak „Bartek”, zgłosił się w 1945 r. do milicji. Był to dobry punkt obserwacji działań przeciwnika i UB szybko to zauważyło. – Dziadek jesienią został aresztowany, przesłuchiwało go UB w Żywcu. Po 25 dniach wrócił do domu potwornie skatowany, do żony i 3-miesięcznej córeczki. Już wiedział, że nowa władza nie pozwoli mu żyć spokojnie – mówi Marek Snaczke, wnuk partyzanta.

Tak kapral „Orlik” trafił do zgrupowania „Bartka”. Z dokumentów IPN wynika, że był jednym z uczestników słynnej defilady 3 maja 1946 r. w Wiśle. Śmierci w masowych mordach uniknął, bo nie chciał opuścić rodziny i nie wyjechał. Po amnestii w marcu 1947 r. ujawnił się i podjął pracę w hucie w Węgierskiej Górce. UB nie pozwoliło mu jednak żyć spokojnie.

Nękano go ciągłymi rewizjami, groźbami i nieustannie inwigilowano. Próbowano go zmusić do agentury w UB. Wybrał ucieczkę i powrót do lasu. Mimo ogromnych sił zaangażowanych przez komunistyczne władze w likwidację zgrupowania „Bartka”, nie był tam sam. Razem z „Undraszkiem” przetrwali jeszcze ponad 3 lata.

Stefania Szczotka, wdowa po „Orliku”, po 1990 r. pisała do różnych instancji z prośbą o rehabilitację męża. Bez odzewu. Zmarła w 2004 r. Dopiero w 2006 r., kiedy otwarto archiwa, dzieci „Orlika” wystąpiły z wnioskiem o dokumenty i po trwającym trzy lata postępowaniu sądowym zapadł wyrok, który unieważnił postanowienia PUBP o bandyckiej działalności Władysława Szczotki. Sąd zrehabilitował go i uznał działalność partyzancką Szczotki i Filarego za walkę o niepodległość Polski.

To była ciężka batalia. Wszystko trzeba było bardzo drobiazgowo udowadniać, a przy tym córka i syn doświadczyli nieraz bolesnych prób poniżenia. Ostatecznie jednak sąd uznał zebrane dowody, a wyrok wydał 1 marca 2011 r., kiedy po raz pierwszy obchodzono Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, poświęcony uczestnikom antykomunistycznej walki, tzw. drugiej konspiracji. Dopiero wtedy krewni „Orlika” wystąpili o ekshumację zwłok i w rodzinnej Kamesznicy odbył się prawdziwy pogrzeb, z honorami.

W kwietniu 2019 r. w cieszyńskim kościele św. Elżbiety odbyło się symboliczne pożegnanie śp. Jana Filarego „Undraszka”, „Ostrego”, „Lisa”, którego szczątki pozostały na tutejszym cmentarzu. Ksiądz Tomasz Związek wraz z ewangelickim duszpasterzem ks. Marcinem Brzóską pobłogosławili na jego grobie nowy pomnik z tablicą informacyjną o partyzanckiej drodze zmarłego. Jak przypominał ks. Związek, środki na remont nagrobka przekazało Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa katowickiego oddziału IPN,

W odsłonięciu pomnika uczestniczył dyrektor katowickiego IPN dr Andrzej Sznajder. W krótkim referacie Adrian Kwaśniewicz z IPN przypomniał historię tej walki. Na pogrzeb przyjechali znajomi i krewni z Kamesznicy. – To ważne, że stanął ten pomnik. Uznano tamtą walkę i jego starania. I pozostanie pamięć – podkreślali.

Na drewniane drzwi domu na Czumówkach, opatrzone dziś solidną kłódką, wnuk „Orlika” patrzy w milczeniu długą chwilę. Swego dziadka nigdy nie poznał, wie natomiast, że w tym miejscu jeszcze żył, tu dosięgły go kule.– Z wiekiem coraz więcej rozumiałem, choć wszyscy wokoło skrzętnie na ten temat milczeli, żeby dzieci nie narażać. W końcu musiałem usłyszeć odpowiedź na pytanie, dlaczego musimy na grób dziadka jeździć do Cieszyna i dlaczego napisano tam 1950 r., skoro zawsze słyszałem, że zginął na wojnie – wspomina pan Marek.

Pytań zadaje sobie więcej, choć nie doczeka już odpowiedzi. Nie dowie się już, dlaczego ostatni polegli w walce partyzanci zostali zdradzeni przez jednego ze swoich. Szuka prawdy o tej historii, choć po tylu latach milczenia mało kto ją zna. – Dlatego marzy mi się, żeby przy szlaku na Czumówkach i w innych punktach, gdzie odbywały się walki, umieszczać tablice informacyjne i ocalić pamięć o tamtych ludziach. Jesteśmy im to winni – podkreśla Mark Snaczke.”..

https://bielsko.gosc.pl/doc/5736582.Obroncy-z-Kamesznicy

ŚW. JAN PAWEŁ II W 1995 r. W ŻYWCU POWIEDZIAŁ:

Podczas wizyty w Żywcu w maju 1995 r. papież Jan Paweł II powiedział:

„Udaję się w duchu do wszystkich sanktuariów maryjnych ziemi żywieckiej (…)Śpiewam tę wielkanocną antyfonę razem z ziemią żywiecką, razem z doliną Soły, razem z tymi górami Beskidu Żywieckiego i Śląskiego, które wielokrotnie przewędrowałem o różnych porach roku, znajdując w nich radość i wytchnienie. Śpiewam tę wielkanocną antyfonę i modlę się razem z wami za naszą Ojczyznę i za wszystkich rodaków: o umiłowanie daru życia, o szczerą troskę o dobro wspólne, o wytrwałe budowanie Polski na fundamencie sprawiedliwości, solidarności i miłości społecznej.

Modlę się, aby duch dialogu i współpracy przeważył nad duchem walki i konfrontacji”.

SZLAK PAPIESKI W GMINIE WĘGIERSKA GÓRKA

http://www.szlakipapieskie.pl/index.php?menu=szlaki_papieskie

Szlak Papieski ma początek i koniec w centrum Węgierskiej obok obelisku, na którym widnieje napis :”W górach chodź zawsze tak, aby nie gubić znaków”. „wujek”. To słowa Karola Wojtyły wpisane w r.1958 do księgi pamiątkowej na Hali Lipowskiej. Obok obelisku rośnie 27 świerków, symbolizujących wszystkie lata pontyfikatu, oraz dąb wyhodowany z nasion poświęconych przez Papieża Polaka. Jest tutaj również tablica z wyrysowanym szlakiem. Prowadzi on z Węgierskiej Górki do Cięciny obok kościoła z lat siedemdziesiątych, gdzie zobaczyć możemy główny ołtarz z krystalicznego wapienia ze Stronia Śląskiego oraz witraże Stanisława Stańdy i dalej do zabytkowego drewnianego kościoła z 1542 r. pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej ze starym, zabytkowym obrazem patronki. Dalej droga prowadzi a obok niej piękne kapliczki opisane przez Wawrzyńca Ficonia.

Na Hali Lipowskiej (1324 m n.p.m.) papież jeszcze jako biskup krakowski w lutym 1958 r. przez kilka dni przebywał z grupą młodych przyjaciół na nartach i wtedy wpisał ten cytat , który umieszczony jest na obelisku w Węgierskiej Górce.

Szlak Papieski kończy się w Ciścu . Jest tu sławny kościół pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe wybudowany przez mieszkańców Ciśca w 1972 r., w dramatycznych okolicznościach w ciągu jednej nocy, na przygotowanych wcześniej fundamentach. Symbol zwycięstwa w czasach walki władz z Kościołem. Metropolita krakowski – kard. Karol Wojtyła od samego początku bronił kościoła w Ciścu przed zburzeniem, przyjeżdżał, by wesprzeć na duchu mieszkańców.

DREWNIANY ZABYTKOWY KOŚCIÓŁ W ŁODYGOWICACH.

…”Po pierwszej wojnie światowej kościół parafialny w Łodygowicach był w opłakanym stanie i uznany został przez większość za nie nadający się do remontu, godny tylko…wyburzenia! Jednak w 1923 roku architektura kościoła w Łodygowicach została gruntownie zbadana i opisana na potrzeby Urzędu Konserwatorskiego w Krakowie. Urząd uznał, że jest to wysokiej klasy zabytek, którego nie należy burzyć”…/Jacek Kufel – Łodygowice/.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij