PRZYSTAWECZKI GÓRALSKIE :

1. OSCYPEK Z PATELNI.

20 dag oscypka

oliwa do smażenia

Z oscypka odetnij zaokrąglone końce , resztę pokrój na półcentymetrowej grubości plastry . Kazdy plaster umocz w oliwie cieniutko rozlanej na talerzu i połóż na cienko posmarowana oliwą rozgrzanej patelni ok. po 2 minuty z kazdej strony aż lekko się zrumienią i zmiękną . podawaj z chlebem i dowolną pikantną sałatką .

2. ŚLEDZIE W SOSIE ŚLIWKOWYM .

8 matiasów śledziowych , szklanka mleka ,

30 dag suszonych śliwek

1/3 szklanki oliwy lub oleju

2-3 łyżki soku z cytryny lub octu winnego

szczypta cukru , szczypta soli ,

garść migdałów

2-3 godziny mocz śledzie w mleku . Osącz , zwiń w ruloniki . Migdały sparz , obierz ze skórki i drobno posiekaj . Śliwki namocz przez godzinę w 1/2 szklanki wody i rozgotuj je . Masę śliwkową przetrzyj przez sito , dodaj oliwę i migdały , wymieszaj , przypraw cukrem , solą i sokiem z cytryny . Ruloniki śledziowe ułóż na półmisku , polej sosem i udekoruj natką lub koperkiem zielonym.

3. PASZTET JAGNIĘCY .

70 dkg pieczeni jagnięcej /z łopatki/.

30 dkg pokrojonej w kosteczkę szynki,

3 cebule,

2 strąki papryki lub zmieloną paprykę o smaku łagodnym ,

4 ząbki czosnku,

sok z cytryny,

5 łyżek oliwy,

sól, świeżo zmielony pieprz,

Zmiksuj mięso z jarzynami i przyprawami . Jeżeli za gęste – dodaj rozbite jajko. Wsyp szynkę pokrojoną w drobną kostkę . Wymieszaj – wyłóż na wylepioną ciastem blaszkę . Piec krótko  .

(Można w środek włożyć ugotowane na twardo jajka ). Może być też na śniadanie lub kolację.

 

TAAAKA RYBA .

Foto z internetu : pstrąg potokowy .

Pstrąg to smaczna ryba z rodziny łososiowatych , odmiana troci atlantyckiej przystosowana do życia tylko w wodach słodkich . Występuje też w górskich potokach Beskidów m.in w Sole i jej dopływach . W Polsce osiaga maksymalnie 80 cm długości i 5 kg masy ciała . Każdy prawie rybak złowił akurat tę największą !

Okres ochronny – kiedy pstrąga łowić nie wolno – od 1 września do końca grudnia . Więcej na stronie :www.wędkuje.pl -przeczytaj i obejrzyj pstrąga tęczowego i potokowego .

Kto nie potrafi moczyć kija może pstrąga kupić .

CORNY I CYRWONY .

Pietrańko wracoł na Cumowke poźnom porom przet połnocom . Jakosik zećmiło mu sie kie łopowiadał Kudłatymu ło tym , jak mu ktosik samogon gotowiutki po lesie połozlywoł . Łoba kombinowali kto to tez mog byś . Jesce całkiym nie wykrzyźwioł po tym , jak to ze Staskiym Kozarkem łobalili w sklepiy łu Jopka w Kameśnicy pore win łowocowyk , bo daleko było jesce do rynty Pietrańkuli a wylicyła mu psiokrew staro na kupno tak , ze niewiela mu łostało .

Jechoł drogom bez las . Chmury wisiały nad Baraniom Górom i lada kwila mog loć desc . Było tak ćma ze cłowiek by kroku nie łused . Nale koń ciongnoł bo znoł dobrze droge du domu . Nad potockiem wisiała mgła i sła wilgoć na łuśpiony las . Zawse w Janosce koło łomu boł sie nojbardziyj . To było miejsce kany we wojne widzioł zabityk przez Niymcow dwok młodyk partyzantow . Patrzoł na nik skryty miyndzy drzewami . Skoda mu jik było bo to byli młodziutcy holce , tacy jak łun wtedy .

Potocek tocył wezbrane wody po niedawnym descu i sumioł Pietrańce : – Po co ześ tak długo z Kudłatym ło gupstwak godoł ? Łobok miyndzy drzewami kole łomu łozległo sie pohukiwanie sowy . Zabobonny górol przezegnoł sie ze strachym . Zmowił wiecny łodpocynek za partyzantów . Łotarł pot z coła i poprawił kapelus .

Pośpiywywoł , zeby sie nie boć :

-Jadymy , jadymy a drozki nie wiymy , moze ludzie wiedzom to mi to powiedzom .

– A kaz ci kto powiy jak tu zywej dusy w tym lesie ni ma ty stary durniu – na głos powiedzioł do siebie Pietrańko .

-Jo ci powiym Pietrańko – łodezwoł sie ze zadku głos taki jagby z grobu wychodził . – Jo Cyrwony !

Włosy Pietrańce stanyły dymba i jaze zimny pot łobloł mu pleca . Akurat zacynli jechać w ciymnym lesie pod gorke i koń z trudem ciongnoł a łuciongnuńć ni mog .

-No , jedze , ty stary pierniku – wydziyroł sie Pietrańko i sukoł po ciymku bata ale go ni mog najś bo go juz downo stracił jak sukoł bułek kiedy głod nagły pocuł . Rynka natrafiła na wozie na cosik zimnego . Skocył jak łoparzony . Zabocył ze we flasce łostało mu niedopite wino co se na droge kupił .

-Jedź corny łobocymy kto silniyjsy , bo cie cyrwony trzimo ! – łodezwoł sie zaś głos jagby spot ziymi .

-Myslołek ze tyn deboł łostoł koło łomu  a łun zaś kole mnie !

Lecioł bez las i wrzescoł wniebogłosy !

– Na coz sie tak drzes ? – łusłysoł kole siebie w ciymności głos Pietrańkuli . Wrocili do wozu bo Pietrańkula łozgnyła bateryjke .  Łoświyciła woz i kole wozu .

– Ty stary łośle , to nie widzis , ze mos woz zahamowany ! To jako kuń mioł cie łuciongnonć do gory ?

– Jo nie hamowoł ! – dusiowoł sie Pietrańko – Na moj dusiu ! To Cyrwony ! Tyn deboł leśny ! Co go to widać z daleka .

– A widziołeś go ? -dopytywała sie ze złością Pietrańkula łodkryncajonc hamulec .

– Nady ćma , kaz go miołek widzieć ? -łoburzył sie Pietrańko . Stasek śmioł sie na wozie z ujka i ciotki . Siadli ku niymu a Corny ciongnoł ile sił ,  bo cuł ,  ze zblizo sie w sopie łowies . Pietrańko po roz dziesionty łopowiadoł zonie ło tym co ktosika godoł grobowym głosem i trzimoł mu woz . Pietrańkula zaś smioła sie po cichu bo wiedziała , ze jeji strachliwy chłop teraz bydzie spiesył sie du domu przed ćmokiem .

Mogłabym  napisać słowniczek z wyjaśnieniem słów użytych w tekstach gwarowych ale podejrzewam , że ci , którzy uczynili niewatpliwy wysiłek aby to przeczytać – potrafią zrozumieć  tekst bez tego .

CZYTAJ MÓJ INNY BLOG < W KTÓRYM TEŻ ZAMIEŚCIŁAM TO OPOWIADANIE : Pisane gwarą żywiecką

WIOSENNE MYŚLI.

Kilkanaście lat temu wiosną , kiedy cała przyroda stroiła się w świeżutką zieleń i biel leżałam w szpitalu położonym na wzgórzu , w lesie , w przepięknej okolicy . Ciśnienie unormowano mi do przyzwoitego poziomu , tak , że często , gdy nie miałam akurat badań wychodziłam jak inni na pobliskie spacerki , rozkoszując się pięknem okolicy i cieplutkim wiosennym powiewem wietrzyka . W pokoju ze mną leżała  chora , nie pamietam na co kobieta , w wieku około siedemdziesięciu lat . Nocą często płakała , wzdychała . Mało wychodziła z pokoju .

Przyszła do mnie kiedy siedziałam na ławeczce przed szpitalem . – Jest pani mądrą kobietą – zaczęła ku mojemu wielkiemu zdziwieniu i dodała potęgując jeszcze moje odczucie :- Musi mi pani pomóc . – Ale nie wiem czy potrafię . Nie wiem też o co chodzi . -powiedziałam .

Tu zaczęła się opowieść impulsywna , przerywana chwilami milczenia , w której retrospekcje przeplatały się z opowieściami o dniu dzisiejszym , o jej obawach , o wątpliwościach i uczuciach . Siedziałam , milcząc zaciekawiona opowieścią o jej życiu . Urodziła się na Białorusi . Wychowana została w wierze prawosławnej . Losy rzuciły ją do Niemiec , gdzie na robotach poznała Polaka . Wzięli ślub , wrócili do Polski . Tu chodziła do polskiego kościoła katolickiego . Tak przywykła do tego kościoła , ze gdy dość wcześnie zmarł jej mąż , poszła do spowiedzi , do komunii św . Kiedy później zmarła jej siostra pojechała na jej pogrzeb uczestnicząc czynnie w cerkiewnych uroczystościach . Po powrocie znów chodziła do kościoła ale bała się chodzić do spowiedzi chociaż tego ogromnie pragnęła . Teraz nie wie co zrobić . Zawsze ciężko pracowała zarabiając na życie sprzątaniem i myśli , że chyba sobie uczciwym życiem zasłużyła na niebo . Nigdy nikogo nie prosiła o pomoc a teraz mnie prosi . Musiałam przeciąć ten węzeł gordyjski .

Rano poszłyśmy razem do szpitalnej kapliczki . Poszłam do spowiedzi a potem powiedziałam jej aby poszła i ona . Niech księdzu wszystko opowie tak jak opowiedziała mnie . Ksiądz zadecyduje co zrobić . Czekałam na nią . Spowiedź trwała długo ale gdy rozpromieniona odchodziła od konfesjonału jej szczęśliwy uśmiech powiedział mi wszystko . Była szczęśliwsza niż wiosna . A ja z nią .

MŁODZIUTKA OSIECKA PISZE WIERSZ „CAŁA GÓRA BARWINKÓW”.

Świat zasłyszanych niegdyś opowieści odszedł bezpowrotnie już dawno . Gwara zasłyszana w dzieciństwie od starego bajarza siedzącego na schodach przed swym sklepem w Kamesznicy i  straszącego turystki idące na Baranią Górę opowieściami w rodzaju : …”prześliczną panią niedźwiedź zamordował pod Baranią Górą „… dźwięczą w uszach i inspirują .

Zainspirowały też nieżyjącą już panią Agnieszkę Osiecką . Był czerwiec  lub lipiec , rok 1958 lub 59 . Po rozmowie przed sklepem grupa młodych , rozbawionych ludzi z plecakami usiadła na łące aby się posilić przed  drogą   z Kamesznicy na Baranią Górę żółtym szlakiem . W tym czasie byłam  na łące obok , zrywajac kwiaty .  Słyszałam jak szybko powstawał tekst – po latach dopiero przeczytany przeze mnie – i zamieszczony na początku w tym blogu . To ” Cała góra barwinków „. Pamiętam , że wspominali pobyt na Babiej Górze . Podczas układania tekstu wesoła grupa podziwiała roześmianą panią o imieniu Agnieszka . Z treści wiersza wynika , że na Babią dopiero się wybierają . Ale było odwrotnie .

OSIECKA „CAŁA GÓRA BARWINKÓW”

Góra się z górą rozlega

Góralka mnie przyzywo

Lecę jak syćkie górale

Zeby te kwiatki zrywać.

 

Ej,u gronicka dobrze,ej, u gronicka letko

Ej ino u gronicka po wuode daleko !

 

Dołby mi Panbóg krzydła

Miołbyk cie w jednej kwili

A bez nik muse sie spinać

Po kamienistej ściezynie.

 

Pockoj no, pockoj ty babo

Niek jo cie ino dostane.

Pokoze ci , ty Diablico

Jak moje serce złamane.

 

Ej, u gronicka dobrze,ej,u gronicka letko,

Ej,jino u gronicka po wuode daleko.

 

Pozieroj se Babio Góro,

Bo zaroz cie dostane.

Bacz ino jak cie Diabloku

Załatwie na amen.

wtorek, 31 marca 2009, 2009sara46

JAK PIETRAŃKO PRZYJECHOŁ SANIAMI A WRACOŁ WOZEM .

Świat zasłyszanych niegdyś opowieści odszedł bezpowrotnie już dawno . Gwara zasłyszana w dzieciństwie od starego bajarza siedzącego na schodach przed swym sklepem i straszącego turystki idące na Baranią Górę opowieściami w rodzaju : …”prześliczną panią niedźwiedź zamordował pod Baranią Górą „… dźwięczą w uszach i inspirują .

Oto następna z pogodek Marynki :

Pietrańko z Pietrańkulom i chowańcem co to był synem jeji siostry z Pietraszonki zyli sobie spokojnie i ekologicnie na polanie Cumówka w Kameśnicy . W piecu polili se drewno ze swojigo lasa , warzyli na piecu kwaśnice ze swoji świni , jedli swoj syr , śmietane , masło ji mlyko łod swojich krow . Pietrańkula nawet jak sie ji kciało to piekła chlyb . A jak niy , to wyganiała Pietrańke do sklepu we wsi po sol , chlyb , nafte i kiełbase , bo jom lubił ich chowaniec Stasek .

Tym razem Pietrańko przyjechoł troche za wceśnie . Rynte mioł listonos Miodoński przyniyś dopiyro za trzy dni . Łodbiyroł mu jom sklepowy i dawoł jak Pietrańko przyjyzdzoł po nafte , zeby łoświycać Staskowi wiecory , bo casem , jak było lepij na polu to chodził do skoły we wsi . Holec juz z niego był doś walny a zalicył dopiyro cwortom klase . Rynta była Pietrńkuli bo w młodości miyskała łu ciotki w Biylsku pod Syndzielniom i robiła w fabryce włokiynnicej . Dobrze zarobiała , bo była tkackom . Tkała nojlepse wełny co to nawet lordowie angielscy sprowadzali se na łubrania . Cynsto ło tym Staskowi łopowiadała i wiele mogła łucyła go sama długimi zimowymi wiecorami jak juz sie łodrobiła w gospodarstwie i w chałpie . Cytali cynsto ksionski pozycone łod sklepowego i łod starego Pietrysa co to gojnym był w lesie i lubił cytać Siynkiewica .

A cynsto w domu byli sami , bo Pietrańko co był młodsy łod Pietrańkuli lubił towarzystwo . W tym celu po cichu w lesie pyndził samogon i cynsto tam łodwiydzali go robotnicy leśni . Teraz tez przijechoł z tzema flaskami ksiynzycowki tak mocnej , ze musieli jom z Józofem łozpuscać wodom , bo by samej nie wypił ! Tako mocno ! Paula zło była na nik , bo ji bałamucili w chałpie calutkie trzi dni .

Jak Pietrańko troche przekrziźwioł , kcioł wracać du domu , bo łodebroł rynte i zrobił zakupy . Siado na sanie . A tu nie łujedzie ! Musioł pozycyć łod Tycka wozu , zeby zajechać na Cumowki.

Bo zrobiła sie wiesna a tyn nawet nie zauwozył – tak z Józofem pili samogonke !

GODKI STAREJ MARYNKI .

Ło tym , jak Wojtek Scotka z Milowki i Francek Motyka z Małego Cisca jechali starom kobyłom Hyńka Łajcokowego do Zywca na torg w środe.

Zgodali sie w Tynionce ka zrywali drewno ku rzyce . Franusin Wojtek nie kcioł jechać w tyn tydziyń , bo godoł , coby pocekali jesce jak śniyk do resty stopni , ka za dwa tydnie . Ale starymu Motyce sie poliło . Mioł jakisik gros za jałowke , co nie kciała zostać cielno i musioł jom przedać Janieli spod Gronia , bo potrzebowała na weseli . Wydowała Kaśke za Staska Kozarkowego z Barani .

Baba Motyki łuparła sie coby ś nimi jechać ale chłopiska ji wziońć nie kcieli . Mieli swoji załatwiynia .

Franek kcioł kupić tytuń do fajki i kiyrpce dlo swoji baby , bo dała mu wreście spokój s tym wyjazdem i stary kiyrpiec na miare .

Wojtek – ze myśloł ło łozenku po tegorocnyk zniwak – kcioł nabyć drogom kupna cornom kazimiyrke – piyknom chustke z kasmiru dlo swojij frajerki Maryśki s potoka .

Siedli do paradnej brycki , co jim Jyndrek Łajcok w pośpiechu zryktowoł , zaciynli kobyłke i – rusyli . Z pocontku kobyłka łodwracała na nik łeb bo niezwykła była tak sie spiesyć i w dodatku łoba roz po roz wybuchali głośnym śmiychem . Ale potym nabrała tympa i ciongnyła juz rowno , tak , ze na Radzichowskim Dziole Wojtek nawet sie zdrzymnoł .

Chodzom po targu , sukajom kiyrpiec tanik Hance Motykuli . Francek siyngo za pazuche kany łowiniynte w chustecke mioł piyniondze z jałowki – niy ma piyniyndzy !

-To tyn psiokrew Cygon , bo cosik za długo kryńcił sie kole ciebie w barze !

– Nady go przegoniłek , bo kcioł łode mnie na gorzołke !

-Widać za późno !

Wracali bez kiyrpiec ! Nie było juz wesoło tak jak w hańtom strone ! Kobyła wlokła sie noga za nogom i nik ji nie poganioł . Francek boł sie Hanki . Jiyno poprawioł na głowie stary kapelus – roz go przesuwoł na zadek głowy a roz na przodek zeby łozpyndzić corne myśli ło zonie . Co mu tez Hanka powiy ?

Z niba patrzoł na nik ciekawie ksiynzyc ciynki jak ta Felusiowo krowa co to starcyło jij  siana do świont godnik a potem to juz zyła ino tynsknotom za wiosnom i sieckom ze słomy . Po niebie płynyły baranki . Jaz dziw , ze kiery nie zabecoł za Franusiowymi piniondzami . Wreście jak mijali hamre ksiynzyc wseł za nojwiynksego chmurowego baranka i pociymniało . Chyba coby ukryć Franusiow wstyd .

 

ORYGINALNE PRYWATNE MUZEUM W CIŚCU /GMINA WĘGIERSKA GÓRKA/.

Przedszkole i remiza w Ciścu .

„WITOM WOS BARDZO PIYKNIE”…

takimi słowami do zwiedzających zwraca się 82-letni właściciel ptywatnego muzeum „Ocalenie ” w Ciścu /Gmina Węgierska Górka /.

Gospodarz zaprasza gościnnie : „Pocie haw , pocie „/chodźcie tu , chodźcie / do swojej drewnianej  kolorowej chaty stojacej tuż obok jego domu w ogrodzie  zapełnionym rzeźbami . Od lat młodości gromadzi w niej wszystko , co związane jest z Żywiecczyzną .

Ocalił przed zniszczeniem stare obrazy , instrumenty muzyczne , maski przebierańców noworocznych , przedmioty codziennego użytku dziś już niepotrzebne w domach , stroje ludowe , własnoręcznie wykonał rzeźby .

Nikt inny nie potrafi tak pięknie opowiadać gwarą i grać na heligonce jak pan Talik ubrany w strój ludowy .

Muzeum to oryginalne , niepodobne do innych  .Zaglądają tu nie tylko polskie wycieczki ale i z USA , Niemiec , Holandii .

Zamiast biletów wstępu obowiązują tu wolne datki . Muzeum otwarte przez cały rok . Zwiedzanie po uprzednim uzgodnieniu terminu osobistym ,bądź telefonicznym .

KONTAKT :

Ciciec Mały ,  34 – 350 Węgierska Górka

tel.  33/8642616

Wieniec z bibułowych kwiatów .

Muzeum w Żywcu .

 Muzeum w Żywcu zajmuje pomieszczenia w zamku /nie w pałacu/, bo dawniej mieściło się w budynku przed rynkiem , w tzw. Siejbie . Przypominam : początki zamku żywieckiego sięgają średniowiecza , zaś pałacu – wieku  XIX  kiedy właścicielami Żywiecczyzny byli Habsburgowie , którzy byli również właścicielami dwóch browarów : żywieckiego i cieszyńskiego .

Najciekawszy w nim jest dział etnograficzny :

 

ODZYSKANY OBRAZ .

Arcyksiężna Maria Teresa
Arcyksiążę Karol Stefan Habsburg

Kossak W. malował w Żywcu w r. 1911 na zlecenie arcyks. Karola Stefana Habsburga obraz w 25 rocznicę małżeństwa . Fot.z internetu .

Obraz zatytułowany jest ” Arcyksiążę Karol Stefan Habsburg wraz z małżonką Marią Teresą w parku zamkowym ” w trakcie zimowego spaceru .  To dziadek i babcia księżnej Marii Krystyny Altenburg . Wisiał ten obraz do 1945 r. w pałacowej jadalni .

Pan Jerzy Dwornicki – dyrektor Grupy Żywiec przekazał w listopadzie ub. r.  Muzeum w Żywcu w depozyt w/w obraz .

Namalował go Wojciech Kossak (1856 – 1942 )- syn Juliusza , ojciec Jerzego , poetki Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej , pisarki Magdaleny Samozwaniec . To malarz , który wspólnie ze Styką malował Panoramę Racławicką .

Wojciech Kossak „Dzieci Habsburgów”.

W roku 1895 arcyksiążę Karol Stefan Habsburg został właścicielem dóbr żywieckich , rok później ożenił się z Marią Teresą , od przyjazdu do Polski uczył się języka polskiego a już w 1912 prasa donosiła : …”Ten Arcyksiążę , co z całą rodziną przypatruje się , gdy w Żywcu uroczystość grunwaldzka zamienia się we wspaniałe święto narodowe całego Podkarpacia po Śląsk …co jest w stanie siąść w Żywcu do automobilu i pojechać do Krakowa  na „Lillę Wenedę „, co na drugi dzień po obchodzie grunwaldzkim  przyjeżdża z całą rodziną oglądać pomnik Jagiełły …TEN ARCYKSIĄŻĘ ZAJMUJE DUŻE MIEJSCE W UCZUCIACH SPOŁECZEŃSTWA „…

Jego syn Karol Olbracht Habsburg odznaczony został przez Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych a później Orderem Odrodzenia Polski za udział w walkach o wolną Polskę ( w stopniu pułkownika ). W 1939 r. zgłosił się do polskiego wojska i stanowczo odmówił podpisania niemieckiej listy narodowościowej , za co Niemcy hitlerowskie więzili go i całą wojnę przetrzymywali. W cieszyńskim więzieniu przebywał do sierpnia 1941 roku. W tym też roku znalazł się wraz z rodziną w Wiśle, a później w obozie pracy pod Buchenwaldem. Już na początku okupacji Niemcy zabrali pod zarząd komisaryczny książęce dobra żywieckie . Po wojnie Habsburgowie żywieccy wrócili do Polski. Ich majątek został jednak znacjonalizowany przez władze komunistyczne. Musieli opuścić ojczyznę. . Jego córka Arcyksiężna Maria Krystyna mieszka w Żywcu otoczona miłością Żywczan .

Dodane później :http://www.zywiec.pl/stat.php?pogrzeb 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij