W muzeum żywieckim powstał ostatnio dział etnograficzny wzbogacony o piękne stroje regionalne i kolędnicze .
Zwyczaje i obyczaje Żywiecczyzny zwiazane są głównie z okresem zimowym , kiedy to ludność miała więcej czasu na rozrywkę . Latem czas pochłaniała ciężka praca na mało urodzajnych małych poletkach a także przebywanie z bydłem czy owcami na okolicznych polanach i halach .
Już od jesieni chłopcy strugali maski , malowali je , wyklejali bibułą nakrycia głowy,szyli ręcznie lub przy użyciu maszyn do szycia elementy strojów z futer owczych , sukna , płótna . Dziewczyny wykonywały piękne hafty i heklowały (szydełkowały). Wieczorami ćwiczyli strzelanie z bata . Dzieci zaś przygotowywały szopki . Bo w Godnie Swiynta (w Święta Bożego Narodzenia ) należało godnie wystąpić .
Mieszkańcy oczekiwali kolędników i chętnie zapraszali ich na podwórko lub do domów , bo wierzono , że życzenia ich się spełnią , przyniosą szczęście w święta i w nadchodzącym roku , krowa szczęśliwie się ocieli , owca przyniesie kilka jagniątek a dziewka dobrze się wyda (wyjdzie za mąż).
Najciekawszą grupą kolędniczą byli Szlachcice . Byli , bo ta grupa kolędnicza istnieje jeszcze tylko we wspomnieniach ludzi , którzy ukończyli co najmniej 50 lat . Młodsi tego nie widzieli . Jeśli widzieli , to tylko wersję przygotowaną na Gody Żywieckie , bo w św. Szczepana po południu jak dawniej żadna grupa kolędnicza już teraz nie składa w domach życzeń jak dawniej . Kto zresztą teraz wpuściłby ich do swojego mieszkania ? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu taka barwna grupa chodziła we wsi Kamesznica od domu do domu w dniu św. Szczepana i każdy z jej członków wygłaszał swoje wyuczone na pamięć kwestie . Grupę prowadził grajek z heligonką , na której wygrywał skoczne melodie . Gdy barwny , rozśpiewany , wesoły orszak młodych chłopców wszedł do domu (dziewczyny nie mogły kreować żadnej postaci kobiecej ).Czasem pierwszy do domu wchodził Anioł i mówił :
Niek bydzie pokwolony Jezus Krystus ,
Dzieciątko sie narodziło
Weselmy sie cały boży rok .
Muzyka milkła a szlachcic ubrany w swobodną wersję munduru wojsk napoleońskich , z wieloma „orderami ” pobrzękującymi na piersiach , z lampasami po bokach spodni i rodzajem czaka na głowie (postać pierwsza z lewej strony na pierwszej fotografii wykonanej w Muzeum w Żywcu a przedstawiającej wnętrze izby i „szlachcica” ) – zaczynał swoją mowę dostojnie przechadzając się wzdłuż izby i wystukując butami rytm wygłaszanego rymowanego tekstu . ( Kwestie te częściowo były zmieniane i przekręcane przez wygłaszajacych a tekst brzmiał mniej więcej tak:)
-Klaus – taus . Witom piyknie wszystkich , witom pana gości .
Jestem ślachcic łurodzony , powiym to nojprościj .
Mom copecke z pajyncyny , strusi piorko za niom ,
Kany sie poruse , wsyndy mie witajom . (kany – gdzie)
Mom obory , syroki dwornicek ,
Nie wysiejem jo ze smatki psynice . (smatka -chustka)
Mom jo brata w Łogrodziyńcu , śtyry krowy doi ,
Jak jo mlyka potrzebuje – łun mie wodom poji .
Mom jo brata w Łogrodziyńcu , co kobyły dusi ,
Jak jo miynsa potrzebuje – łon mi kości znosi .
Ide jo se do krawcykow , a łoni śniadajom ,
jedno jaje trzek krawcykow pienci nozmi krajom .
O wy mili trzej krawcycy łusyjcie mi zupon ,
Nie za długi , nie za krotki jyno rowno z dupom .
A zaś z tego co zostanie łusyjcie mi torbe .
Nie za małom , nie za duzom – to w niom kierom porwe . (kierom – którą /dziewczynę/)
Jo juz skońcył swoją mowe – jo jes ślachcic zwawy
– a teraz zaś ty masarzu – sprostuj swoje łapy .
Po nim na środek izby wpadał Masarz (rzeźnik ) w białym fartuchu ubrudzonym celowo czerwoną farbą , w białej czapce , z nożem oraz dużą ostrzałką do noża w rękach . Ostrząc ten nóż (co wywoływało strach w oczach dzieci i kobiet ) przechadzał się i wygłaszał swój tekst , krótszy znacznie od kwestii Ślachcica . Czasem wkładał do gumiaka nóż i ostrzałkę . Wtedy strach budziły ręce ufarbowane na czerwono , którymi wymachiwał i próbował złapać stojące za starszymi panny . Tak zaczął rytmicznie pokrzykiwać akcentując głośno niektóre wyrazy a najbardziej – ostatnie wyrazy w wersie wygłaszanej rymowanki :
– Bóg pomagaj , Bóg powitaj , życem wiecór dobry ,
A jo tez tu u Was , Państwo – niechaj bydom scodrzy .
Wiym na pewno , ze mnie znocie , co jo jes za jeden
Poznocie mnie ; dymom świnie , jes niom pan niejeden .
A państwo pod dźwiyrze puście tego wieprza .(dźwiyrze – drzwi)
Jo mu łutne łeb toporem , niek zażyje pieprza .
Jo przeskoce świni przez łeb , górol przez chałupe ,
Jo łodetne świni głowe a górol zaś dupe .
Jes tu górol w pogotowiu , co kobyły dusi ,
Trzoski zbiyro , łogiyń kładzie , koryto gotuje .
Panie Boze zapłać , jo jes masorz zwawy ,
A ty górolu teraz sprostuj swoje łapy .
Następny wbiegał Góral lekko , w kierpcach , z okrzykami , dźwięczeniem dzwoneczków , które przyczepione miał do góralskiego ubrania : sukiennych białych spodni , szerokiego skórzanego pasa – i do kolorowego kapelusza z szerokim rondem , z którego zwisały około piętnastocentymetrowe , barwne , bibułowe równiutko przycięte wstążeczki zasłaniajace twarz . Coś głośno pokrzykiwał ale w tym dzwonieniu trudno Go zrozumieć :
A co to nie wiycie po co jo tu prziseł ?
Jyno sie zagrzejem , zaroz wom łopowiym .
Prziseł jo tu na jarmacek z rożnymi rzecami :
Ze synkami , ze spyrkami , razym z kiełbasami .
Juzek sprzedoł jedno sadło a drugi mi spadło .
Sprzedom jo to przecie wsystko na jarmacku ,
wymie , głowe , synki , spyrki -wsystko co do znacku .
Panicko z panockiym – wiym , córecke mocie .
To mocie uraić – za mnie jom wydocie !
Nie bydem ji dawoł jo nicego złego :
Karmazyny , mamłazyny , placku łowsianego .
A jo skońcył swoje słowa – jo se gorol zwawy
A teraz ty Pielgrzymie sprostuj swoje łaby .
Wchodzi Pielgrzym w zniszczonym ubraniu i w strzępach butów i mówi :
Jo jes pielgrzim z Rzimu , zbójcy mie katowali ,
Łosiołka pode mną zarombali ,
Oooo jej !
Lecem sobie hore miedzom , diabli wiedzom ka ta siedzom ,
Wbiłek i mom tornia w nodze , ale mie tez boli srodze !
Oooo jej !
Mom jo łoto mydełecko rajskie ,
Kto sie nim łumyje , tyn długo pozyje !
Oooo jej!
Mom tez łoto jabłusecko rajskie w Rzimie łuskubane ,
wsytkim paniynecom łono zakazane .
Mom zwonecek loterajski – jag na nim zadzwonie ,
Wsyściutkie paniynki z Milowki rozgoniem .
Mom tu poduwecke z bozego łosiołka ,
kazdymu pomoze kogo myncy kolka !
Żyd z Żydówką oferowali ze śmiechem i figlami sprzedaż i kupno różnych towarów a Cygan i Cyganka z dzieckiem – lalką zbierali do płachty bułeczki drożdżowe z serem , owoce i czasem – pieniądze , które z ochotą podawała im gospodyni i gospodarz po składanych przez nich życzeniach . Niektórzy częstowali swojskim winem porzeczkowym i jeżynowym . Nie pochwalał tego Szlachcic i wygrażał palcem gospodarzowi . Szlachcic zachowywał się z grzecznością pełniąc funkcję szefa tej kilkuosobowej grupy .
PANI ROZALIA WOJTAS Z KAMESZNICY OPOWIADA O ZWYCZAJACH I ŻYCZENIACH : -przeczytaj.