Ten wpis już był w tym blogu . W 2010 roku w kwietniu . Ale chyba przeniosłam go w inne miejsce . Zamieszczam więc raz jeszcze : Dzieje pewnego domu .
Był rok 1969 lub 1970 . Czerwiec lub wrzesień bo dzień był upalny , słoneczny .Wracałam z pracy . Wysiadłam z autobusu na przystanku przed naszym domem i ze zdumieniem patrzyłam na tatę biegającego wokół domu za starszą , elegancką panią w kapeluszu i z aparatem fotograficznym na szyi . Bardziej jeszcze niż ten obrazek wprawiło mnie w zdumienie to wulgarne słowo , które mój ojciec , człowiek łagodny i pogodny wykrzykiwał raz po raz .Pani salwowała się ucieczką do domu sąsiada a ojciec padł zemdlony na schody . Mama stała jak żona Lota nie mogąc zrobić kroku .
Pobiegłam do telefonu . Najbliższy był w szkole prawie 2 km od nas . Ośrodek zdrowia- 7 km. Przybyły lekarz stwierdził u ojca zawał .
Co się stało ? Teraz dopiero sprawę wyjaśniła mi mama . Przyszła do nas Niemka , która mieszkała w czasie wojny w naszym domu .( Moi rodzice mieszkali u ciotki na polanie leśnej Barania – Bobki w Kamesznicy , gdzie dzielili pokój z inną rodziną z dziećmi , ale i tak byli szczęśliwi , że ominęło ich wysiedlenie).
Mój ojciec od Niemki usłyszał zdanie wypowiedziane łamaną polszczyzną takiej treści :- Przyszłam zobaczyć jak tu dbacie o mój dom . Chcę go jeszcze sfotografować w środku !
Do nowego domu z trudem przy pomocy rodziców wybudowanego przez tatę moi rodzice jako świeżo poślubione małżeństwo wprowadzili się rok przed wojną – w 1938 roku .
Obok studni , która służyła nam , cioci i sąsiadce , w 1945 r. w kwietniu pochowani zostali dwaj Rosjanie , bo w naszym domu po ucieczce Niemców był rosyjski szpital . Po wojnie zostali ekshumowani i przewiezieni na cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej w Żywcu – Moszczanicy .
Następne trzęsienie ziemi dom przeszedł w 1946 r. Funkcjonariusze UB dokończyli tego , czego nie zniszczyła jeszcze wojna . Wszystkie obrazki zostały pozbawione ram i zniszczone , okna i drzwi wyrwane z framugami , zerwane podłogi . Szczęściem nikt z wojennych mieszkańców domu nie pozostawił w nim broni . Bo mojego taty , jako tego , który pomagał partyzantom pewnie nigdy nie poznałabym .





Logo . 


Dwór na Wysokiej .