http://kpa.blox.pl/2017/03/ZDROWYCH-RODZINNYCH-SWIAT-WIELKANOCNYCH.html
URSZULA LORANC „PORWANIE”. HISTORIA PRAWDZIWA.
TO OPOWIADANIE PODOBNIE JAK 3 POPRZEDNIE ZAMIEŚCIŁAM JUŻ WCZEŚNIEJ W INNYM MOIM BLOGU ALE RZADZIEJ ODWIEDZANYM PRZEZ CZYTELNIKÓW . TAM PODPISUJĘ SIĘ kaziapajestka A TUTAJ 2009sara46 http://kpa.blox.pl/2015/03/Urszula-Loranc-Porwanie.html
OPOWIEDZIAŁA MI TO MOJA KOLEŻANKA, EMERYTOWANA NAUCZYCIELKA URSZULA LORANC Z CIŚCA, ZNANA DZIAŁACZKA SPOŁECZNA I DŁUGOLETNIA RADNA GMINY WĘGIERSKA GÓRKA. POPROSIŁAM, ABY MI TO NAPISAŁA. OTO JEJ OPOWIADANIE :
Urodziłam się 2 lipca 1939 r. a więc nie pamiętam przebiegu wojny . Z opowiadań Rodziców wiem , że Tatuś został zabrany do wojska . Babcia i troje dzieci zostało z Mamą . Mieszkaliśmy w Ciścu ( obecnie ul. Brzoskwiniowa ) .
Musieliśmy uciekać do Sandomierza . Mama mówiła , że niosła mnie w wełnionce , a pieluchy prała w przydrożnych potoczkach , rzekach . Suszyła na plecach .
Gdy wróciliśmy z wygnania nasz dom był spalony przez Niemców . Zamieszkaliśmy w budynku , który był w surowym stanie ( obecnie w nim mieszkam ) nie było pieca , podłóg , tynków . Z nami zamieszkały 3 rodziny Mików i Żółtych .
Pamiętam koniec wojny , miałam 5 lat . Cesarką cały czas konie ciągnęły ciężkie wozy wyładowane dobytkiem wywożonym przez Niemców z Polski . Na niektórych wozach siedziały kobiety z dziećmi . Często jechały też motory , były czarne i każdy miał przyczepę , w nich Niemcy ubrani na czarno , w hełmach . Bardzo bałam się tych motorów , ich warkot mnie przerażał i w popłochu uciekałam do domu .
Te motocykle z przyczepami , siedzący w nich Niemcy w czarnych mundurach i czarnych hełmach często mi się śniły i śnią do tej pory i zawsze ich się boję .
Najbardziej utkwił mi w pamięci wiosenny dzień . Mama wypędziła krowę i pasła obok drogi . Byłam z Mamą , lecz wzięłam wiaderko i łopatkę i poszłam się bawić do piasku , który był obok drogi . (Tato z rzeki przywiózł do budowy ). Drogą jechały furmanki , konie . Przejeżdżała cała duża grupa Niemców na koniach . Nagle jeden z Niemców tuż obok mnie zatrzymał konia , zeskoczył z niego i porwał mnie . Wsiadł ze mną na konia , moją twarz mocno przycisnął do munduru na piersiach i pogalopował . Bardzo płakałam i wołałam mamy . W rączkach trzymałam wiaderko i łopatkę ( były jasnozielone ). Długo jechaliśmy . Słyszałam tylko tętent końskich kopyt . Niemiec trzymał mnie mocno jedną ręką .
Nagle zatrzymała nas duża ilość żołnierzy z karabinami . Jeden z nich podszedł i zabrał mnie z konia . Zaniósł mnie do jakiegoś budynku , bałam się , płakałam . Niemiec tłumaczył się łamaną polszczyzną , że przed wyjazdem zmarła mu taka córeczka z jasnymi kręconymi włoskami i błękitnymi oczkami i ręką wskazywał na mnie .
Po jakimś czasie przyjechał Tato i odebrał mnie .Po tym wydarzeniu długo nie mogłam wyjść z domu , bałam się bardzo . Z opowiadań Rodziców wiem , że Mama biegła za Niemcem , który mnie porwał , później udało jej się zatrzymać przejeżdżający motor , który zawiózł Mamę do huty , gdzie pracował Tato . Huta miała już telefon – przedzwoniono do browaru i tam właśnie czekała policja , która mnie odebrała z konia . Tatę przywiózł do browaru dyrektor Odlewni Żeliwa Węgierska Górka i on przywiózł nas do domu .
25 LAT DIECEZJI BIELSKO – ŻYWIECKIEJ.
6 stycznia 2014 roku w bielskiej katedrze odbyły się uroczystości przyjęcia sakry biskupiej i ingresu nowego ordynariusza diecezji. 7 stycznia w kaplicy Kurii w Bielsku-Białej bp Pindel kanonicznie objął rządy w diecezji.”…

…”Jan Paweł II bullą „Totus Tuus Poloniae Populus” z dnia 25 marca 1992 roku – z wydzielonego terenu archidiecezji krakowskiej i diecezji katowickiej – utworzył diecezję bielsko-żywiecką. Równocześnie papież mianował biskupa ordynariusza nowo powstałej diecezji – księdza prałata Tadeusza Rakoczego. Biskupem pomocniczym papież mianował biskupa Janusza Zimniaka. Po przejściu hierarchy na emeryturę posługę tę pełni bp Piotr Greger, mianowany 22 października 2011 roku przez papieża Benedykta XVI. Jego święcenia biskupie odbyły się w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej – 27 listopada 2011 roku.
W dniu 16 listopada 2013 roku papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa bielsko-żywieckiego Tadeusza Rakoczego, mianując nowym ordynariuszem ks. prof. dr. hab. Romana Pindla, wówczas rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.
SOŁA W WIOSENNYM SŁOŃCU NA TLE ZABAWY.
Fotografię wykonałam komórką na moście Drożdżów w Ciścu.

INNE MOJE FOTOGRAFIE : SOŁA.






„POD KOMENDĄ BARTKA”
ŚLĄSKI KATYŃ
KAZIMIERA PAJESTKA DZIEJE PEWNEGO DOMU. HISTORIA PRAWDZIWA.


To ja Kazimiera Pajestka (Jopek) .
Tak dom wygląda obecnie – ma innego właściciela.
Dzieje pewnego domu . Bohaterami opowiadania są też moi Rodzice : Stanisław i Wiktoria JOPEK.
Był rok 1969 lub 1970 . Czerwiec lub wrzesień, bo dzień był upalny, słoneczny.
Wracałam z pracy . Wysiadłam z autobusu na przystanku przed naszym domem i ze zdumieniem patrzyłam na tatę biegającego wokół domu za starszą , elegancką panią w kapeluszu i z aparatem fotograficznym na szyi . Bardziej jeszcze niż ten obrazek wprawiło mnie w zdumienie to wulgarne słowo , które mój ojciec , człowiek łagodny i pogodny wykrzykiwał raz po raz.
Pani salwowała się ucieczką do domu sąsiada a ojciec padł zemdlony na schody .
Mama stała jak żona Lota nie mogąc zrobić kroku.
Pobiegłam do telefonu. Najbliższy był w szkole prawie 2 km od nas. Ośrodek zdrowia – 7 km. Przybyły lekarz Stanisz stwierdził u ojca zawał.
Co się stało ?
Teraz dopiero wszystko wyjaśniła mi mama .
Przyszła do nas Niemka , która mieszkała w czasie wojny w naszym domu .
Moi rodzice mieszkali na polanie leśnej Barania – Bobki w Kamesznicy , gdzie dzielili pokój z inną rodziną z dziećmi , ale i tak byli szczęśliwi , że ominęło ich wysiedlenie. Mama i tak płakała codziennie i często chodziła popatrzeć na swój dom, w którym najpierw mieszkała Niemka z dziećmi, później był szpital Rosjan – a musiała iść całą godzinę.
Aż wreszcie po ustaniu działań wojennych mama z tatą mogli wrócić do swojego domu.
Mój ojciec od Niemki usłyszał zdanie wypowiedziane łamaną polszczyzną takiej treści :- Przyszłam zobaczyć jak tu dbacie o mój dom . Chcę go jeszcze sfotografować w środku !
Do nowego domu z trudem przy pomocy rodziców wybudowanego przez tatę moi rodzice jako świeżo poślubione małżeństwo wprowadzili się rok przed wojną – w 1938 roku . Od 1939 r. już w nim nie mieszkali.
Obok studni , która służyła nam , cioci i sąsiadce , w 1945 r. w kwietniu pochowani zostali dwaj Rosjanie , bo w naszym domu po ucieczce Niemców był rosyjski szpital . Po wojnie zostali ekshumowani i przewiezieni na cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej w Żywcu – Moszczanicy .Następne trzęsienie ziemi dom przeszedł w 1946 r. Funkcjonariusze UB dokończyli tego , czego nie zniszczyła jeszcze wojna . Wszystkie obrazki zostały pozbawione ram i zniszczone , okna i drzwi wyrwane z framugami , zerwane podłogi . Tata został zabrany z domu przez fukcjonariuszy UB i ledwie wrócił po trzech dobach zbity, posiniaczony, ze złamaną ręką. Nie chciał martwić mamy i nie chciał nawet wspominać tych okropnych trzech dni. Po 3 miesiącach ja się urodziłam.
Szczęściem nikt z wojennych mieszkańców domu nie pozostawił w nim broni .
A także nie wiedzieli, że tata pomagał partyzantom, bo pewnie nigdy bym go już nie zobaczyła.
Dom, w którym moi Rodzice mieszkali przez całą wojnę w pokoju z wielodzietną rodziną dzięki życzliwości dobrych ludzi, krewnych mojej Mamy – Kurowskich:

KAZIMIERA PAJESTKA FRANIA RATUJE. HISTORIA PRAWDZIWA.
To ta sama Frania Pajestka de domo Kubica(mama mojego męża,bohaterka innych moich opowiadań), bo była i druga Frania Kubica, łączniczka partyzantów, jej kuzynka, która wyszła za mąż za Antoniego Gustyńskiego.
Frania spóźniła się , bo musiała dwuletniego synka i sześcioletnią córeczkę odprowadzić do Anielki . Biegła więc za teściem Leonem z drewnianymi grabiami na ramieniu. Leon szedł wolno torami. Za plecami rytmicznie poruszała się niedawno wyklepana, ostra kosa. Chociaż stary i brakło mu już sił, musiał sam kosić, bo syn Staś, mąż Frani był zesłany przez hitlerowców na roboty do Niemiec. A Franek już dwa lata był w partyzantce. Wiosną dołączył do niego młodszy Michał, który uciekł z domu do lasu bez zgody taty Leona.
Jak spod ziemi na przejściu kolejowym, do którego dobiegała Frania, pojawili się dwaj Niemcy z karabinami na ramionach.
– Hände hoch!- padła niemiecka komenda.
– Ręce w górę! -krzyczał gardłowo rozwścieczony Niemiec.
– Stój, bo strzelam!- zdjęty z ramienia karabin hitlerowskiego Niemca już wycelowany był w dziadka Leona,który spokojnie szedł sobie torami nie wiedząc nic o tym, co dzieje się za jego plecami. Nie mógł wiedzieć, bo od kilku lat był głuchy.
Frania podbiegła do hitlerowca, mierzącego w dziadka i wyrwała mu karabin. Drugi już mierzył w Franię. Przerażona wykrzyczała pokazując na migi, że człowiek na torach nie słyszy.
KAZIMIERA PAJESTKA.
FRANIA GOTUJE . HISTORIA PRAWDZIWA OPOWIEDZIANA PRZEZ MOJĄ TEŚCIOWĄ.
MATKA MOJEGO MĘŻA – FRANCISZKA PAJESTKA Z DOMU KUBICA. TO SIOSTRA ŻONY WŁADYSŁAWA SZCZOTKI „ORLIKA” , KTÓRY UKRYWAŁ SIĘ W LASACH AŻ DO 1950 r. DWÓCH BRACI MOJEGO TEŚCIA STANISŁAWA PAJESTKI : FRANCISZEK PAJESTKA I MICHAŁ PAJESTKA NALEŻELI DO NSZ I ZGINĘLI W 1946 r. MIETEK – MÓJ MĄŻ, OCIEC MARCINA PAJESTKI, MONIKI PAJESTKI , MATEUSZA PAJESTKI I ANNY PAJESTKI, A MARYSIA TO MATKA PIOTRA TYRLIKA, GRZEGORZA TYRLIKA, JACKA TYRLIKA I GABRYSI KABACIK.
http://kpa.blox.pl/2014/04/Frania-gotuje.html
Od sierpnia 1943 roku Niemców w okolicy przybyło . Przez wieś przejeżdżały patrole policyjne . Jeździło także gestapo swoimi ciężkimi motocyklami .
A we wrześniu 1943 r. bestialski mord na Polakach w Kamesznicy i w Żabnicy odbił się echem od Beskidów i cały październik płakał deszczem .
Ludzie wspominali też jesienną gehennę sprzed dwóch lat , kiedy to Żywiecczyzna zadrżała od grozy podczas wysiedleń , które trwały od 22 września 1940 r. do 31 stycznia 1941 r. na mocy wydanego przez Adolfa Hitlera dekretu z 7 października 1939 r. Zakładał on włączenie Górnego Śląska , w ramach którego znalazła się i Żywiecczyzna do Rzeszy Niemieckiej .
16 tysięcy mieszkańców Żywiecczyzny zostało wywłaszczonych , wysiedlonych i deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa przez okupanta hitlerowskiego w ramach Akcji Żywiec (Aktion Saybusch).
Do izby u dobrych ludzi , którą zajmowała Frania – żona Frankowego brata Stanisława będącego na przymusowych robotach w Niemczech i do innych rodzin partyzantów coraz częściej zaglądali Niemcy .
Frania oczekiwała dziś obu chłopców z lasu . I Franek i szesnastoletni Michał przystępowali do sakramentu Bierzmowania w sąsiedniej wsi Żabnicy , którego udzielić miał im biskup krakowski . Przyjechać miał sam Arcybiskup Adam Książę Sapieha .
Obaj przebrali się w garnitury i śnieżnobiałe , wyprane przez bratową Franię koszule i poszli przez pola do Żabnicy . Frania z małym Mietkiem na ręce i Marysią biegającą za jedną z pięciu ich kur stała przed domem i modliła się za całą rodzinę . Oczami śledziła znikające sylwetki szwagrów . Wpadła do ciasnej , zajmowanej przez nią izby . Wyniosła ubrania do stodoły i przykryła słomą .
– Mamo , Niemcy tu idą .
Frania wrzuciła do popielnika leżący pod poduszką pistolet , przysypała go resztką zimnego popiołu .
Hitlerowiec rozejrzał się po izbie , podniósł poduszkę , pierzynę , zajrzał pod łóżko i do szafy .
– Gdzie syn ? – rzucił pytanie .
Wskazała ręką na bawiącego się kamykami Mietka .
– Ale ten partyzant ?
– Nie mam innego syna tylko jeszcze mam córeczkę .
– Był tu dziś wujek ? – zwrócił się do małej Marysi Niemiec .
– Nikogo u nas nie było – hardo i śmiało odrzekła dziewczynka .
Drugi wszedł do sąsiedniego pomieszczenia . Później obaj zajrzeli do szopy i stodoły. Wreszcie poszli sobie. Frani wydawało się , że trwa to wieki .
Obrała ziemniaki . Postawiła z garnkiem na piec . Napaliła w piecu . Kiedy już sporą chwilę ziemniaki i zupa gotowały się na piecu rozległ się huk i piec rozleciał się na kawałki .
– Bogu dzięki , że dzieci były na podwórku .
KAZIMIERA PAJESTKA.
Mam jeszcze kilka historii rodzinnych, które mam nadzieję zamieścić tutaj.
WYWIAD MATEUSZA WYRWICHA Z WŁADYSŁAWEM FOKSA „RODZYNKIEM” DWA LATA TEMU.
FILM Z GODÓW ŻYWIECKICH 2017.
http://www.cyfrowaetnografia.pl/Content/2938/Strony%20od%20PSL_XLII_nr1-2-10_Fiderkiewicz.pdf
PREZYDENT ANDRZEJ DUDA W MILÓWCE 2017:
I CISIEC 2015:

