
NIECH CZAS ŚWIĄT PRZEPEŁNI NADZIEJA, ŻE JESZCZE PRZYJDZIE CZAS BY Z INNYMI BLISKO BYĆ, ŻE NADROBIMY TĘ STRATĘ, ZDEJMIEMY MASKI I WYMIENIMY SERDECZNE UŚCISKI.
Kazimiera Pajestka = 2009sara46 – autorka bloga życzy.
ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI, KOŚCIOŁY W BESKIDACH, TURYSTYKA I WYPOCZYNEK, HISTORIA REGIONU, GÓRALSKIE OBRZĘDY I ZWYCZAJE…

NIECH CZAS ŚWIĄT PRZEPEŁNI NADZIEJA, ŻE JESZCZE PRZYJDZIE CZAS BY Z INNYMI BLISKO BYĆ, ŻE NADROBIMY TĘ STRATĘ, ZDEJMIEMY MASKI I WYMIENIMY SERDECZNE UŚCISKI.
Kazimiera Pajestka = 2009sara46 – autorka bloga życzy.

Marian Niżyński : „Soła”.”
Soła, Sołeczka, maleńka rzeczka,
biegnie przez góry jak jaszczureczka.
Za pstrągiem śmig! Za żabką smyk!
To chlupnie w oczy zielonej musze,
to ważce skrzydła srebrem oprószy,
i jakby nigdy nic do lasu potem hyc!.




MAREK ZYSKOWSKI „ECHA HISTORII”

Zdrajca i konfident, sprzedawczyk „Lawina”.
Dopiero po 1989 r. możemy w Polsce przedstawiać prawdziwe dzieje Żołnierzy Wyklętych. Praktycznie jednak to w ostatnich latach niezłomni bohaterowie antykomunistycznej konspiracji i walki, poprzez książki, komiksy, filmy i muzykę, przebili się do szerokiego grona odbiorców, popularyzując w tej kwestii polską historię. Po wielokrotnym zaprezentowaniu przeżyć polskich bohaterów tym razem postanowiłem przedstawić losy tych, którzy, porzuciwszy swoich towarzyszy broni, przeszli na stronę komunistów i bezpieki.W działaniach operacyjnych prowadzonych już wtedy pod szyldem UB tytułowi zdrajcy wyklętych częstokroć wyprzedzali swoich mocodawców w gorliwym wykonywaniu poleceń i przyczynili się do rozpracowania oraz likwidacji wielu grup niepodległościowych. Jedną ze sztandarowych postaci owych zdrajców był Henryk Wendrowski, który w pracy operacyjnej posługiwał się pseudonimem „kpt. Lawina”.Henryk Wendrowski urodził się 10 stycznia 1916 r. w Saratowie w Rosji. Jego ojciec Hugon był ślusarzem i pracował na kolei, a matka Zofia (również pochodząca z rodziny robotniczej) zajmowała się domem. Po zakończeniu I wojny światowej rodzina Wendrowskich przyjechała do Polski i zamieszkała w Białymstoku. W tym mieście Henryk skończył szkołę powszechną i średnią, a następnie odbył przeszkolenie wojskowe w 39. Pułku Piechoty stacjonującym w Jarosławiu, otrzymując stopień kaprala podchorążego. Po zakończeniu służby próbował studiować, ale po pół roku uczęszczania do Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie musiał zaprzestać nauki z powodu braku pieniędzy (spowodowanego przejściem ojca na emeryturę). Z tego też względu w 1938 r. przyszły „kpt. Lawina” rozpoczął pracę jako nauczyciel.Kiedy 1 września 1939 r. wybuchła wojna, Henryk Wendrowski – pracujący w oświacie – nie został zmobilizowany. Na Białostocczyznę wkroczyli Sowieci, zaprowadzając swoje rządy, mimo to Wendrowski w dalszym ciągu pracował jako nauczyciel. Uczył krótko w szkole w Białymstoku, a później przez dwa lata w Kołodzieży, gdzie awansował na kierownika placówki. Cały komunistyczny system okupacyjny zawalił się, gdy 22 czerwca 1941 r. Niemcy zaatakowały ZSRR. Wendrowski przeczekał przejście frontu, a potem stopniowo angażował się w antyhitlerowską konspirację. Według różnych źródeł od 1941 r. lub od 1942 r. działał w Polskiej Organizacji Zbrojnej „Racławice”, włączonej następnie w szeregi Armii Krajowej.W organizacji podziemnej pełnił odpowiedzialną funkcję szefa komórki legalizacyjnej okręgu. Ale po wsypie i aresztowaniu szwagra oraz teścia, Henryk zmuszony został do ucieczki z miasta. Pomimo wyjazdu z Białegostoku w dalszym ciągu pracował dla AK, tym razem jako kierownik komórki legalizacyjnej Inspektoratu Białostockiego AK. Latem 1944 r. przyszedł front i Sowieci wyzwolili Białystok. W tym czasie Wendrowski, który w akowskiej konspiracji używał pseudonimów „Narbutt„, „Kos„ i „Nawrot”, został zatrzymany przez Armię Czerwoną na przesłuchanie. Podczas rozmowy wyjątkowo szybko poszedł na pełną współpracę z sowieckim kontrwywiadem wojskowym ”Smiersz” i zdekonspirował znaczną część białostockiego akowskiego podziemia. Przekazał Rosjanom m.in. posiadany zbiór fotografii potrzebnych do wyrobienia fałszywych dokumentów dla konspiratorów z AK. Współpracę z Sowietami tłumaczył później chęcią wyprowadzenia z podziemia pozostałych członków AK.Jako tajny współpracownik po roku został przekazany polskiej bezpiece. Oficjalnie zajmował stanowisko starszego referenta w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Olecku, a od kwietnia 1946 r. był nawet p.o. szefa tegoż urzędu. Ale w Olecku przebywał rzadko, a jego tajne misje wykraczały daleko poza granice powiatu. Latem 1946 r. został przeniesiony do dyspozycji Szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku, a następnie jesienią tego samego roku do Wydziału III Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, skąd w dalszym ciągu kierowany był do niejawnych operacji prowadzonych przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu. Nowo pozyskany agent praktycznie od początku dał się poznać jako nietuzinkowa postać z bogatym konspiracyjnym doświadczeniem, które wykorzystywał w akcjach prowadzonych przeciwko podziemiu. Wkrótce, z racji swoich wysokich zdolności i ogromnego zaangażowania w ubeckiej pracy operacyjnej, stał się kluczową postacią w rozpracowywaniu „wrogiego podziemia”, nawet w skali ogólnopaństwowej.Jako „kpt. Lawina„ Henryk Wendrowski odpowiedzialny był za rozbicie kilkuosobowej grupy z oddziału Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak„, której członków podstępnie zwabiono do Gliwic i zlikwidowano. Sukces tej akcji sprawił, że podobną operację na dużo większą skalę powtórzono w stosunku do oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego ps. „Bartek„. Wendrowski jako wysłannik podziemnej centrali nawiązał kontakt z grupą ”Bratka” i nakłonił dowódcę oraz żołnierzy do zmiany miejsca działania. Ubecki agent zorganizował trzy transporty samochodowe, które przewoziły ochotników w rejon Wrocławia, gdzie partyzanci NSZ mieli osłaniać podziemną radiostację i walczyć przeciwko niemieckiemu Werwolfowi. Żołnierze ”Bartka” nigdy jednak nie dotarli na miejsce docelowe, a cała akcja była ubecką prowokacją wykonaną wespół z sowieckim NKWD. Transporty były wyreżyserowane w podobny sposób, a polscy żołnierze likwidowani w środku nocy podczas noclegu w drodze do celu podróży. Ginęli obrzuceni granatami, rozstrzelani czy też wysadzeni w powietrze wraz z całymi budynkami. W taki bestialski sposób życie straciło około 100 polskich partyzantów, a kilku kolejnych zostało aresztowanych i skazanych na karę śmierci.Po sukcesie akcji skierowanej przeciwko partyzantom „Bartka„ Henryk Wendrowski został uhonorowany w szczególny sposób. As ubeckich służb jesienią 1946 r. otrzymał awans na stopień porucznika i został odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi. Jego inne późniejsze odznaczenia to m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1954 r.), Odznaka „20 Lat w Służbie Narodu„ (1966 r.) i Złota Odznaka ”Za Zasługi w Ochronie Porządku Publicznego” (1985 r.). Warto jeszcze odnotować, że za zwalczanie podziemia niepodległościowego już w 1947 r. Henryk Wendrowski został przez komunistów uhonorowany Krzyżem Walecznych.Wiosną 1947 r. Wendrowski znowu był potrzebny w ubeckich rozgrywkach. Skierowano go na Białostocczyznę, gdzie miejscowe podziemie rozważało sprawę ujawnienia. Henryk Wendrowski pojechał tam jako przedstawiciel UB i odbył rozmowę z szefem Okręgu Białostockiego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” Józefem Ochmanem, z którym dobrze znał się z czasów konspiracji. Zdołał przekonać podziemny okręg do ujawnienia, a według jego późniejszych słów w Białostockiem z konspiracji wyszło i złożyło broń około 12 tysięcy ludzi.W lipcu 1947 r. za kolejne sukcesy porucznik Wendrowski został awansowany na stopień kapitana. Wyższy stopień wojskowy pociągnął za sobą również nominację w służbie i przeniesienie na stanowisko kierownika Sekcji II Wydziału II Departamentu III MBP, co wiązało się z dwukrotnym zwiększeniem pensji. Pod koniec tego roku Henryk Wendrowski został ponownie skierowany do pracy przeciwko antykomunistycznej konspiracji. W ramach wielkiej ogólnopolskiej operacji „Cezary„ (prowokacyjna i całkowicie zależna od UB V Komenda WiN) występował jako fikcyjny oficer WiN-u, używając pseudonimów „Kazimierz„ lub „Kos”. Był np. tym, który przyjmował wysłannika Delegatury Zagranicznej Zrzeszenia – Adama Boryczkę ps. ”Adam”.Oficjalnie, według zapisów komunistycznych dokumentów, Wendrowski z początkiem 1950 r. został przeniesiony w „stan nieczynny„, co mogło oznaczać jedynie jeszcze bardziej zakamuflowany sposób współpracy z bezpieką. Wydaje się to logiczne wobec trwania operacji „Cezary„ i udziału w niej ubeckiego agenta. Ostatecznie 15 czerwca 1953 r. Henryk Wendrowski został „wyłączony z sieci”. Od tego czasu ”kpt. Lawina” pracował w Komitecie ds. Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.Równolegle z karierą zawodową szły jego awanse wojskowe: w 1948 r. był majorem, od 1957 r. podpułkownikiem, a z dniem 2 lipca 1959 r. otrzymał promocję na stopień pułkownika Wojskowej Służby Wewnętrznej. W międzyczasie z ramienia Ministerstwa Spraw Zagranicznych Henryk Wendrowski został wysłany do Wietnamu. Po powrocie i zwolnieniu z MSW (1968 r.) dawny „kpt. Lawina” miał już przygotowaną wygodną posadę za granicą. Jako że już wcześniej Wendrowski ukończył studia na Wydziale Dyplomatyczno-Konsularnym Szkoły Głównej Służby Zagranicznej w Warszawie, mógł od razu objąć stanowisko ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego w Królestwie Danii. Po pięciu latach wrócił do kraju, ale w dalszym ciągu służył PRL-owi jako dyrektor departamentu łączności w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zwieńczeniem jego kariery dyplomatycznej było stanowisko ambasadora PRL w Islandii.Ubecki agent „kpt. Lawina” zmarł w 1997 r., nie doczekawszy żadnych konsekwencji za swoją antypolską działalność i służbę w zbrodniczym stalinowskim UB. Według historyka Tomasza Łabuszewskiego ubecka aktywność Henryka Wendrowskiego mogła przyczynić się do śmierci nawet kilkuset i aresztowania kolejnych kilku setek ludzi z podziemia niepodległościowego.

.https://www.modrzew.org.pl/tag/wspolny-las/21 marca 2021 lokalne inicjatywy działające w różnych miejscach Polski pragną w specjalny sposób zaakcentować Międzynarodowy Dzień Lasów ustanowiony przez ONZ w 2012. Chcemy podkreślić wyjątkową społeczną, krajobrazową i przyrodniczą rolę lasów oraz zaznaczyć, że zarządzanie tymi terenami powinno być realnie konsultowane ze społeczeństwem.

Muzeum „Stara Chałupa” − dom architektury drewnianej wybudowany w 1739 r. w Milówce (woj. śląskie, powiat żywiecki) przy ulicy Piastowskiej 1. Wpisany do rejestru zabytków w 1981 r., obecnie należący do Szlaku Architektury Drewnianej (woj. śląskie).
Zachowany napis na środkowym tragarzu głównej izby datuje budynek na rok 1739. Jak wynika z dokumentów, do roku 1760 właścicielem chałupy był Piotr Gorel, będący karczmarzem w Milówce, natomiast w roku 1760 półrolek z zabudowaniami i inwentarzem kupił urzędnik folwarku w Węgierskiej Górce – Sebastian Caputa. Obaj właściciele byli chłopami pańszczyźnianymi i zaliczali się do ekonomicznej elity wsi. Kolejnym właścicielem był syn Sebastiana – Jan, który nie mając potomstwa przekazał gospodarstwo swojemu siostrzeńcowi – Marcinowi Kąkolowi .



JAGIELLOŃSKA BIBLIOTEKA CYFROWA „Głos Ziemi Żywieckiej” 5 luty 1928r.
JAGOSZ W Ł O D Z .
Jak to p rze m y ś ln a b ab a
u r a t o w a ł a r ó d lu d z k i o d z g u b y ..,
(Podanie od Lipowej)
Downe to beły casy, oj downe.
Ludzisków sie napleniło co niemiara, kie piosku
w potoku, a ze im sie za dobrze wiedło wele statku
bydląt i obejścia, przeto debli w piekle okrutnie
zmarkotnieli, a sora Lueyper zachorzoł, stracił apetyk
do jodła i smolnego tronku i dostoł zółtacki z zazdrości.
Rzece tedy do jednego z debłów, straśnie zwyrtnego w niemieckiem przyodzieniu, eyli fraebu, fcnsym a cerwonym:
— Chybaj na ziem i uwot se w myślunku, abyś
ludziskom cobądź na paskudę uczynił.
Zwyrtnął sie deboł pieronem, jaz siarkom zawoniało, a wiater zaduł od Skrzycnia.
Ceka jom — nima i ni ma.
— Kaz cie deble poniesło ?
Wroco wreście okropecnię potyrany, nogawki
w strzępach, bo mu je wiaskie pieski ponadgryzały,
farbom zcuchniałom przez wyłomione zębce strzykający :
— Wsyndziek beł — rzece. — Pozawiązywołek
krowom kołtuny na ogonach, ponapuscałek robactwa
do kozuchów, pokłuciłek baby i dzieuchy na weselu, ale ci me cbyciły i kazdom kostecke dokumentnie otłukły. A co nie nawydziwiały, na cudowały
prseśmiewnio a naśturzyły! Gorzyj być ni może!
Ja juz ta som niewydole !
Podumoł tedy Lucyper i umyślił wybudować
wielgachny młyn — na c łitorym groniu abo i Skrzyćniu i ludzi w nim mleć.
Cóz, kie trza beło wsyćkim kohutom głowy poskręcać, aby zaś chtory nie zapieł i roboty nie zepsował.
Ale ci bela jedna przemyślna baba i kohuta pod
spódnice wraziła i grzdyka mu smacionkom owinęła,
aby sie zaś nie rozwrzescoł.
A debli nosom kaminie na scyt, co dnia jeden,
a pocom sio straśliwie nieboraki, a piszcom z uciechy,
Lee se wspomnom, jak to ludzi mleć będą.
Cóz — kie ostatni kamiń stawiać mieli, wypuściła przemyślna baba kohuta, a un sie rozdarł z całej gardzieli i całej mocy I
Głazy i skrzyzale potocyły sie na wszyćkia
strony, a jeden ostoł na Skrzycniu — ka go i oglądnąć możecie.
He, bo z gorolami nie worto zacynać, a tem więcej z niewieścim narodem !