W CIŚCU , W GOŚCINNYM BETLEJEM.

MEDION DIGITAL CAMERA
267, 86, 260, 2, 1, 476

 Budowniczy  kościoła w Ciścu ks. Prałat Władysław Nowobilski.

Skąd Agnieszka Tyc wzięła ten oryginalny tytuł swojej drugiej książki o budowie kościoła w Ciścu?

„Cisiec – Gościnne Betlejem” . A pierwsza nosiła tytuł „Cudowne 24 godziny”.

Oto jak sama wypowiada się na temat tytułu i treści swojej książki:

 „Kiedy ją pisałam od samego początku pojawiały się z zapisie tych wydarzeń słowa kardynała Karola Wojtyły, który przyjeżdząjąc do Ciśca w roku 18 grudnia 1977, by konsekrować ołtarz w cudownie wybudowanym i obronionym przed zburzeniem kościele nazwał Cisiec „Gościnnym Betlejem”. Zawsze zastanawiałam się dlaczego? W każde Boże Narodzenie te słowa obecnego już Świętego Jana Pawła II powracały do Ciśca z jakimś niezwykłym przekazem. Słowa mają moc, a wypowiadane przez ludzi świętych zostają zapisane na zawsze. Czar Świąt Bożego Narodzenia, czas rozważań tej jedynej niezwykłej betlejemskiej nocy, w której rodzi się Syn Boga i dlatego, że nie jest przyjęty w Betlejem, rodzi się w stajence, a pierwszymi witającymi go na tej ziemi są prości, ale dobrzy i dzielni pasterze. W taki właśnie sposób powstała cisiecka opowieść wigilijna, a porównania i analogie do osób i zdarzeń opisanych w Biblii, a Ciścem płynęły same, jak cicha melodia kolędy „Cicha noc, święta noc Pastuszkowie od swych trzód. Biegną wielce zadziwieni nad anielskim głosem pieni, gdzie się spełnił cud. Ale później do Jezusa docierają Mędrcy, by oddać Mu pokłon i swe dary. Przybądź i Ty do  Gościnnego Betlejem z darem serca i poczuj prawdziwą moc Miłości ofiarowanej Tobie przez Boga.” 

I na koniec wypowiedź autorki ważna dla rodzin alkoholików: …” Pragnęłabym, aby ofiary”(za książkę)” parafia wykorzystała na pomoc dzieciom z rodzin z problemem alkoholowym. Tym dzieciom trzeba dać poczucie bezpieczeństwa, opiekę i miłość. Pomóc im przestać się bać.”

b902ad64245825bd27d4d4188d0c69a1

Tytuł: Cisiec – Gościnne Betlejem
Autor: Agnieszka Tyc
Ilustracje: Krzysztof Bigaj

Wydawca: Ks. Władysław Nowobilski, Drukarnia WIG Żywiec

KAZIMIERA PAJESTKA „UO TYM JAK WOJTEK I FRANCEK JECHALI NA TORG DO ŻYWCA”NA ŚW. TOME PRZED LATY.

KAZIMIERA PAJESTKA „UO TYM JAK WOJTEK SCOTKA Z MILÓWKI I FRANCEK MOTYKA Z MAŁEGO CIŚCA JECHALI NA TORG DO ŻYWCA”.

Opowiadanie to umieściłam w styczniu 2010 r. w innym moim blogu  http://kpa.blox.pl/html

Uo tym , jak Wojtek Scotka z Milowki i Francek Motyka z Małego Cisca jechali starom kobyłom Hyńka Łajcokowego do Zywca na torg w środe.

Zgodali sie w Tynionce ka zrywali drewno ku rzyce . Franusin Wojtek nie kcioł jechać w tyn tydziyń , bo godoł , coby pocekali jesce jak śniyk do resty stopni , ka za dwa tydnie . Ale starymu Motyce sie poliło . Mioł jakisik gros za jałowke , co nie kciała zostać cielno i musioł jom przedać Janieli spod Gronia , bo potrzebowała na weseli . Wydowała Kaśke za Staska Kozarkowego z Barani .

Baba Motyki uparła sie coby ś nimi jechać ale chłopiska ji wziońć nie kcieli . Mieli swoji załatwiynia .

Franek kcioł kupić tytuń do fajki i kiyrpce dlo swoji baby , bo dała mu dwie rzecy : stary kiyrpiec na miare  i  wreście – spokój s tym wyjazdem .

Wojtek – ze myśloł uo uozenku po tegorocnyk zniwak – kcioł nabyć drogom kupna cornom kazimiyrke – piyknom chustke z kasmiru dlo swojij frajerki Maryśki s potoka .

Siedli do paradnej brycki , co jim Jyndrek Łajcok w pośpiechu zryktowoł , zaciynli kobyłke i – rusyli . Z pocontku kobyłka uodwracała na nik łeb bo niezwykła była tak sie spiesyć i w dodatku uoba roz po roz wybuchali głośnym śmiychem . Ale potym nabrała tympa i ciongnyła juz rowno , tak , ze na Radzichowskim Dziole Wojtek nawet sie zdrzymnoł .

Chodzom po targu , sukajom kiyrpiec tanik Hance Motykuli . Francek siyngo za pazuche kany uowiniynte w chustecke mioł piyniondze z jałowki – niy ma piyniyndzy !

-To tyn psiokrew Cygon , bo cosik za długo kryńcił sie kole ciebie w barze „Pod Trupkiem”!

– Nady go przegoniłek , bo kcioł uode mnie na „tate z mamą”( wódka z sokiem) !

-Widać za późno !

Wracali bez kiyrpiec ! Nie było juz wesoło tak jak w hańtom strone ! Kobyła wlokła sie noga za nogom i nik ji nie poganioł . Francek boł sie Hanki . Jiyno poprawioł na głowie stary kapelus – roz go przesuwoł na zadek głowy a roz na przodek zeby uozpyndzić corne myśli uo zonie . Co mu tez Hanka powiy ?

Z nieba patrzoł na nik ciekawie ksiynzyc ciynki jak ta Felusiowo krowa , co to starcyło jij  siana do świont godnik , a potem to juz zyła ino tynsknotom za wiosnom i sieckom ze słomy . Po niebie płynyły baranki . Jaz dziw , ze kiery nie zabecoł za Franusiowymi piniondzami . Wreście jak mijali hamre , ksiynzyc wseł za nojwiynksego chmurowego baranka i pociymniało . Chyba coby ukryć Franusiow wstyd . 

http://zywiecinfo.pl/historia/item/5921-jarmark-sw-tomasza-w-dawnym-zywcu

I DRZEWA MAJĄ SWĄ WIGILIĘ -LEOPOLD STAFF

WIGILIA W POLSKIEJ POEZJI

I drzewa mają swą wigilię…
W najkrótszy dzień Bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku:
W okiściach, jak olbrzymie lilie,
Białe smereczki, sosny, jodły,
Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
Snują zadumy jakieś mnisze
Rozpamiętując święte modły.
    Las niemy jest jak tajemnica,
    Milczący jak oczekiwanie,
    Bo coś się dzieje, coś się stanie,
    Coś wyśni się, wyjawi lica.
    Chat izbom posłał las choinki,
    Któż jemu w darze dziw przyniesie
    Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
    Dłoniom gałęzi w upominki.
Las drży w napięciu i nadziei,
Niekiedy srebrne sfruną puchy
I polatują jak snu duchy…
Wtem bić przestało serce kniei,
Bo z pierwszą gwiazdą niebo rozłogów,
A z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
Wynurza głowę pyszny jeleń
Z świeczkami na rosochach rogów…
[Leopold Staff, „Wigilia w lesie”]
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij