
GRÓB ZNAJDUJE SIĘ NA CMENTARZU W CIŚCU.

ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI, KOŚCIOŁY W BESKIDACH, TURYSTYKA I WYPOCZYNEK, HISTORIA REGIONU, GÓRALSKIE OBRZĘDY I ZWYCZAJE…

GRÓB ZNAJDUJE SIĘ NA CMENTARZU W CIŚCU.





„Trzeba wspomnieć wszystkich, zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb bezpieczeństwa pozostających na usługach systemu przyniesionego ze wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i historią, aby nie zamazywać prawdy naszej przeszłości, w tym decydującym momencie dziejów” (Jan Paweł II, 18 maja 1994)

Symboliczna mogiła Żołnierzy Niezłomnych przed kościołem pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe w Ciścu.


Budynek szkolny z czasów CK Austrii z 1910 r. przeżywa swoją drugą młodość. Kiedy dzieci wyprowadziły się do nowej, jasnej szkoły stary budynek szkolny długo straszył mieszkańców Ciśca i przejeżdżających drogą swoim wyglądem, ale doczekał się wreszcie drugiego życia.
Tu też będzie wesoło i gwarno jak za starych czasów. Nowy właściciel Jacek Zimny już wkrótce zapowiada otwarcie. Będzie tu „Beczka Soli” – Pizza & Restaurant a w przyszłości hotel.
Poznajecie? Pięknie odnowione…( fot. Jacek Zimny)

CISIEC POGODAhttps://www.meteoprog.pl/pl/weather/Cisiec/6_10/#3

ŻABNICA http://2009sara46.blox.pl/2011/12/Jadac-z-Zywca-do-Zwardonia-dojezdzamy-do.html
W ŻABNICY POLECAM ALASKĘhttp://www.galopuje.pl/stadnina,agropensjonat-alaska,10070.html ( fot. powyżej – z internetu) – inne fotografie moje.
A następne zabudowania – to szkoła jazdy konnej. Organizują w sezonie zimowym wspaniałe kuligi a przez cały rok można wybrać się na konną przejażdżkę w urokliwej okolicy.
SŁOWIANKA https://www.polskieszlaki.pl/schronisko-slowianka.htm-

Koronację obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej Pani Ziemi Żywieckiej! ODNALEZIONY PRZEZ fRANCISZKANÓW FILM Z 1965 r.
Początkowa część opowiadania „Franek” znajduje się w tym blogu ale dalsza wpisana jest w innym. Dlatego przenoszę tu całość.
Oparłam go na wydarzeniach prawdziwych. Osoby też są prawdziwe. Zmieniłam tylko imię ukochanej Franka. Naprawdę dziewczyna miała na imię Aniela
To, że młodzi się kochali i spotykali potajemnie potwierdziła młodsza siostra Anieli – pani Franciszka Piwowar, która opisała mi wygląd Franka a jej siostra pani Maria Tondytko dodała , że ojciec był przeciwny.
FAKTY PRZEDSTAWIŁA MI CIOCIA ANIELA ŁAJCZAKOWA Z DOMU PAJESTKA – SIOSTRA FRANKA I MICHAŁA,ŻOŁNIERZY NSZ, KTRZY ZGINĘLI W 1946 r. . JEJ MĄŻ FRANCISZEK ŁAJCZAK TO BRAT STANISŁAWA ŁAJCZAKA – TEŻ ŻOŁNIERZA NSZ , KTÓRY ZGINĄŁ W 1946 r. ORAZ BRAT ŁĄCZNICZKI GENOWEFY MADEJCZYK Z DOMU ŁAJCZAK. UKOCHANA FRANKA TO TEŻ POSTAĆ PRAWDZIWA, ALE ZMIENIŁAM JEJ IMIĘ, ABY NIE MYLIŁY SIĘ ANIELKI. ZMARŁA W UBIEGŁYM ROKU.
http://kpa.blox.pl/2013/05/Kazimiera-Pajestka-Franek.html
Majowy dzień śmiał się dziś do Franka .
Jechał na spotkanie ze swoją ukochaną .
Był wczesny ranek , bo dwudziestodwuletni chłopak obudzony został o świcie śpiewem słowika , który zagnieździł się w kalinie rosnącej u wezgłowia jego leśnego legowiska położonego pod gołym niebem .
Zjeżdżał stromym zboczem Małej Barani , porośniętym dzikimi czeremchami , pod którymi jak śnieg leżały opadłe białe płatki dopiero co przekwitłych drzew . Franek gwizdał swoją ulubioną melodię „Serce w plecaku ” i raz po raz powstrzymywał cugle Siwka , który wyrywał się do przodu . Zatrzymał go na chwilę , zgrabnie zeskoczył , wyjął z kieszeni woreczek , nienawykłe palce zrobiły grubego skręta i zaciągnąwszy się głęboko , zakaszlał . Właściwie to papierosy nie smakowały mu , ale tym razem chciał jeszcze chwilę posiedzieć na miedzy .
Był to szczupły, wysoki i przystojny chłopak z ciemnymi, lekko wijącymi się dość długimi teraz, bo dawno nie obciętymi włosami, który podobał się dziewczynom. Wyglądem przypominał swojego ojca Leona.
Dużo za wcześnie wyjechał z lasu . Przywiązał więc konia do drzewa i patrzył na swoją wieś widoczną jak na dłoni .
Przerzedzone przez niemieckich hitlerowskich nazistów domy ciągnęły się to rzadziej , to gęściej wzdłuż błękitnej wstęgi Soły na obu jej brzegach . Jak kwiaty wśród liści sadów . Oczy Franka zatrzymały się w miejscu , gdzie stał przed wojną jego dom rodzinny . Był tam tylko sad ze starymi gruszami sadzonymi jeszcze przez dziadka a plac po domu i podwórku zielenił się świeżą trawą . Dwa domy dalej mieszkała Hanka . Z komina jej domu snuła się błękitna smużka dymu .
Obraz przybliżał się w miarę jak zjeżdżał stromo w dół . Już z dala na moście zobaczył kolorową szczupłą sylwetkę . Serce zabiło mocniej a na policzki wystąpiły rumieńce . Przeczesał ręką bujną ciemną fryzurę , poprawił ubranie pod pasem .
Franek zaciął konia , który zadudnił kopytami po drewnianym moście na Sole . Chłopak porwał na konia krzyczącą i śmiejącą się głośno dziewczynę w tym samym czasie , kiedy siwek ślizgiem zahamował na wilgotnych jeszcze od porannej rosy deskach mostu . Całował ją długo i namiętnie wyczuwając nieme przyzwolenie dziewczyny .
Znów zadudniły głucho kopyta i rozległ się miarowy stukot wozu . Hanka spojrzała przez ramię z trwogą , zeskoczyła zgrabnie z konia . Poznał zbliżającą się sylwetkę starego Józofa , ojca Hanki . Franek skłonił grzecznie głowę i zasalutował . Ten lekko skinął głową i rzekł spokojnie do córki :
– Szukałem cię koło domu ale mama powiedziała , żeś pewnie już w polu . A ty pobiegłaś do niego .
Zarumieniona Hanka lekko jak ptaszek wleciała na drabiniasty wóz i z wdziękiem zamachała Frankowi na pożegnanie .
Zaciął konia i pojechał w stronę domu siostry Anielki , która odwiedziny partyzantów traktowała jak normalne zdarzenie , bo jej mąż , też Franek , miał brata w partyzantce a siostra Gienia była ich łączniczką .
W piekarniku chociaż pora była wczesna topił się tłuszcz z psiny , który służył jako maść na przeziębienie , bo obie dziewczynki Anielki kaszlały jakby na wyścigi . Wybiedzony w lesie zimą Franek wciągał nosem zapach pieczeni , która po odlaniu do słoika tłuszczu , miała iśc dla suni , matki trojga głodnych szczeniąt . Dla Franka czekała już na stole jego ulubiona jajecznica . Kiedy kończył jeść , usłyszał przeraźliwe gwizdnięcie Janka Drożdża , który wieczorem pojechał do rodziców . Mieli zaciągnąć języka we wsi i dowiedzieć się co u Niemców . W ten sposób gwizdali na ostrzeżenie . Franek nie zwlekając porwał czapkę , rzucił od drzwi :
-Z Bogiem !
I wskoczył na konia . Pognali na most i dalej stromym zboczem Gronia – do lasu .
Janek zawsze miał nosa , umiał przeczuć bezbłędnie czyhające niebezpieczeństwo – takie było zdanie Franka o przyjacielu , z którym tworzył jedną z trzech par zwiadowców w swoim oddziale . Dlatego tak szybko reagował i nawet nie pytał o przyczynę . Rozumieli się bez słów .
Do kuchni siostry zwabieni zapachem weszli dwaj Niemcy w policyjnych mundurach .
– Ciekawe czy Franek z kolegą są już na moście – przemknęło przez głowę Anieli .
Anielka z małą córeczką Marysią na ręce uczyniła zapraszający gest . Jeden z nich znał trochę język polski :
– Kózka ? – zapytał chyba dlatego , że obok domu pasła się stara rogata koza .
– Ja , ja – odpowiedziała Aniela , bo tyle tylko umiała po niemiecku .
Gdy jeden z nich zaglądał do piekarnika , Aniela otworzyła drzwiczki . Zapach był tak apetyczny , że wszyscy przełknęli głośno ślinkę : ojciec , mąż Franek, pięcioletnia Zosia a nawet malutka Marysia . A najgłośniej obaj Niemcy .
Co było robic ?
Obie tylne nóżki wylądowały na talerzach . Natychmiast Niemcy rozpoczęli ucztowanie . Ojciec z mężem i mała Zosia wynieśli się cichaczem . Chleb upieczony wczoraj przez Franię – bratową Anieli dopełniał reszty .
Dopiero teraz Aniela zdała sobie sprawę z tego , co wydarzyło się przed chwilą . Niemcy kończyli psie udka .
Co będzie dalej ? – zadrżała Aniela z trwogi .
Niemcy z apetytem pochłaniali pieczeń . Anielka widziała , że im smakuje . Podziękowali i wyszli tupiąc po podłodze podkutymi obcasami . Wsiedli na swoje rowery .
Głośno zapłakała Marysia a Aniela poczuła jak wali jej serce ze strachu i plecy oblewa zimny pot .