Kazimiera Pajestka ” Franek „
Majowy dzień śmiał się dziś do Franka . Jechał na spotkanie ze swoją ukochaną .
Był wczesny ranek , bo dwudziestodwuletni chłopak obudzony został o świcie śpiewem słowika , który zagnieździł się w kalinie rosnącej u wezgłowia jego leśnego legowiska położonego pod gołym niebem .
Zjeżdżał stromym zboczem Małej Barani , porośniętym dzikimi czeremchami , pod którymi jak śnieg leżały opadłe białe płatki dopiero co przekwitłych drzew . Franek gwizdał swoją ulubioną melodię „Serce w plecaku ” i raz po raz powstrzymywał cugle Siwka , który wyrywał się do przodu . Zatrzymał go na chwilę , zgrabnie zeskoczył , wyjął z kieszeni woreczek , nienawykłe palce zrobiły grubego skręta i zaciągnąwszy się głęboko , zakaszlał . Właściwie to papierosy nie smakowały mu , ale tym razem chciał jeszcze chwilę posiedziec na miedzy . Dużo za wcześnie wyjechał z lasu . Przywiązał więc konia do drzewa i patrzył na swoją wieś widoczną jak na dłoni .
Ciąg dalszy w moim innym blogu : Pisane żywiecką gwarą
